
– Nie wiem. Tam czai się jakieś zło. A łąki koło Mamczynej Góry? Facet z laską w meloniku.
– Dwa lata temu pobił tego z Tróścianki. Jak on się nazywał…?
– Ze Starego Majdanu. Florek. Nie! To Misztal oberwał.
– Racja – Jakub dolał sobie do szklanki.
Milczeli przez chwilę, pijąc i zakąszając. Klacz Józefa, Karolina patrzyła na nich ciemnymi inteligentnymi oczyma.
– Józwa. – Tak? – Widzisz…
– Masz do mnie jakąś sprawę. Wiedziałem o tym, gdy tylko cię zobaczyłem. Mów kumplu.
– Nie chciałem o tym mówić, to dość przykre, ale wampiry powstają zazwyczaj z niepoświęconej ziemi. Paczenko rozejrzał się na boki.
– Czy ty robisz aluzje do mojego ogrodu? – zapytał.
– Wiesz jak to się mówi po wsi. Podobno masz tam złych ludzi pod kwiatkami.
– Są tam zakopani. Poświęć ogród i po problemie.
– To za mało. Z wampirami należy mieć całkowitą pewność. A myślę, że ty wiesz, ilu i gdzie.
– Pamiętam.
– Nie chcę cię naciskać, ale to dość prawdopodobne, że któryś z nich albo i oni wszyscy.
– Wszyscy? To już by nie było tej wsi! – Ilu?
– Jeden Volksdeustch, dwaj gestapowcy, czterej bolszewicy. A i jeszcze jeden milicjant.
– Słuchaj, a aktyw gminny?
– Jaki aktyw?
– Ci, co ich Ruscy osadzili w 45- tym.
– O nich nic nie wiem. Zresztą, twój ojciec też ich strzelał. Nie pochwalił się?
– Nie zdążył. Ja wiem tylko, że gdzieś pod lasem. W piaskach.
– Może to nawet oni. – Józef ugryzł się w język. – To znaczy chciałem powiedzieć, że z nich mogłoby się zrobić coś takiego. A tak swoją drogą, to opracuj sobie naukową metodę szukania.
– Ba, ale jak? Całą swoją wiedzę czerpię z książki o wampirach jednego Ruskiego. Książka jest przedwojenna.
– Tak, teraz się takich nie drukuje.
– Ale jej bohater nie musiał szukać, wszyscy wiedzieli, że to hrabia Drakula. No cóż, pora na mnie. Już się zrobiło ciemno.
