– A uważaj na siebie, gdy będziesz mijał szubienicę. Na gliniarzy też uważaj.

– Pójdę koło kirkutu. Zawsze byłem w zgodzie ze starotestamentowymi. Nie pogryzą mnie.

Pożegnali się i Jakuba Wędrowycza pochłonął mrok.


Dwa dni później

Dziecko płakało. Jakub Wędrowycz w skupieniu badał łóżeczko. Na kołdrze i prześcieradle widniało kilkanaście krwawych plamek. Zdjął materac i odłożył go na bok. Wydobytym z kieszeni scyzorykiem dłubał bez specjalnego przekonania w spojeniach mebla. Nie wydłubał nic szczególnego.

– Żadnych pluskiew – stwierdził Jan patrzący mu przez ramię.

Tomasz wygarnął spod łóżka jakieś gałgany i kilka bobków.

Jakub oglądał je przez chwilę w skupieniu, potem przeniósł wzrok na niemowlę. Niewielka rana na dłoni i kilka zadrapań – oto co pozostawiło to coś grasujące w nocy.

– Szczur – zawyrokował wreszcie ponuro.

Obaj jego asystenci skinęli głowami dla potwierdzenia diagnozy.

– Bałwany! Tylko udajecie, że coś wiecie! W moim domu nigdy nie było szczurów. To wampiry. Lęgną się na tym zdewastowanym żydowskim cmentarzu. Mało się naszej krwi za życia nażłopali, jeszcze i teraz próbują.

– Marto! Nie wierzysz mojemu doświadczeniu, to jedź z dzieckiem do doktora. A na noc wsadź kota do łóżka.

– Co wy tam wiecie. Złe dzieciaka pokąsało. Wampir.

– To szczurze bobki – Tomasz wyciągnął w jej stronę otwartą dłoń.

– A tak wyglądają ukąszenia wampira – Jakub podciągnął rękaw koszuli, odsłaniając bliznę.

To zawsze robiło wrażenie. Kobieta zbladła i przeżegnała się zamaszyście. Wyszli.

– W takie chwile człowiek żałuje, że nie jest ateistą – powiedział pogromca nieczystych sił i splunął przez lewe ramię, żeby nie zauroczyć.

– A może to z Bończy przyłażą? – zastanawiał się Jan. Tak sobie myślę.

– E, za daleko. Zresztą, ci z Bończy nic do nas nie mieli. Może hrabia Poletyłło… Zabił człowieka krzesłem.

– Mówią, że to jego syn straszy na łąkach. Ten, co się wściekł.



9 из 165