Przymknął powieki i ognisto-żółte światło zmieniło się w jasnoczerwone.

Gdzieś pohukiwał puchacz i krzątały się między korzeniami myszy; człowiek patrzył na czerwony okrąg, płonący na wewnętrznej powierzchni jego powiek i widział, jak pośród białego dnia, krętą ścieżką z trudem wspina się jego ciężarna żona, spodziewająca się młodszego syna. Patrzył jak ostrożnie stawia opuchnięte stopy, jak przestraszona chwyta ręką jego podsuniętą w odpowiedniej chwili dłoń - i smutek, czułość oraz ból straty zatkały mu gardło, nie pozwalały odetchnąć.

Metalowy odblask nieruchomo leżącego toporka. Cisza. Zatrzymał się czas.

Otworzył oczy; teraz widział dzieci, jak zlęknione po kolei przechodzą przez wystygłe popielisko. Starszy, z wiecznie opuszczonymi kącikami ust, ponury i oschły, z oblicza i charakteru przypominający swego

surowego dziadka; średni, podobny do matki, jasnowłosy i ciekawski, z wiecznie zadziwionymi zielonymi oczyma i malutką blizną nad górną wargą; młodszy, półtoraroczny, nie znający matczynego pokarmu, z trudem przestawiający cienkie słabe nóżki...

Człowiek spazmatycznie odetchnął.

Patrzył w ogień i wydawało mu się, że góry i las również wpatrują się w płomień. Że góry i las drżą, podziwiając jego śmiałość; dawno już nikt tu nie zapalał czystego ognia, którego jedną jedyną iskrą można do cna spalić pół świata...

Wiatr zmienił kierunek.

Człowiek nadal siedział nieruchomo, ale teraz jego spojrzenie stale penetrowało mrok za granicą ognistego kręgu. Może przecież pojawić się Cugajster. Może przyjść. By zatańczyć przy ogniu - fatalne, niedobre towarzystwo...

Daleko stąd, na progu przysadzistego domu pisnął odbiornik, ogłaszając nadejście północy.

Niemal niewidoczne drżenie przemknęło przez podświetlone łapy smreków, nieco silniej dmuchnął wiaterek; człowiek napiął mięśnie, a po jego plecach przeleciały ciarki. Złudzenie? Jęki, dźwięki... szelest... bliki... Złudzenie, czy nie?



3 из 374