- Odejdź, wiedźmo - powiedział, wolno unosząc ciupagę.

Kobieta stała na skraju oświetlonego kręgu.

A on, już gotowy do skoku, do uderzenia - cofnął się.

Dlatego że ta, która przyszła do żywego ognia, nie była wiedźmą.

Ciało białe jak owczy ser. Twarz bez kropli krwi; znajoma każda zmarszczka, tylko oczy niepomiernie duże, większe niźli za żywota.

Jej imię nie spłynęło z jego ust. Wargi nie słuchały go; kobieta wolno pokręciła głową, nie odwracając dziwnego, przeźroczystego, smutnego spojrzenia. Cienka skóra, wydaje się, że prześwieca na wylot. Nieskończenie ukochane oblicze.

- Przyszłaś... a dzieci... śpią...

Co jeszcze mógł jej powiedzieć?

- Dzieci... śpią. Powiem im... żeś... przyszła...

Przeczący ruch głowy.

Wstał. Zrobił krok. Jeszcze jeden, i jeszcze jeden... Wydawało mu się, że wystarczy wyciągnąć rękę i palce poczują tkaninę jej bluzki. I ciepło jej skóry. I dotknięcie jej włosów.

I wszystko wróci.

Zapomniał o czystym ogniu. Zapomniał również o wiedźmie - szalony lgnął do niej i wszedł w mrok za tą, pod której stopami nie kołysały się źdźbła trawy. A ona szła, jakby przywołując go do siebie, uśmiechając się nieśmiało, przykładając do warg szczupły bezcielesny palec.

- Pocze... kaj...

Jej oblicze nagle się zmieniło. W matowych oczach pojawił się lęk. Patrzyła za jego plecy.

Odwrócił się.

Tam, gdzie trzepotało w mroku obfite jeszcze ognisko, stał obecnie leśny Cugajster.

Leśny człowiek, chroniący ludzi przed niawkami, który przybył tylko po to, by pochłonąć tę kobietę, niawkę, niawę.

I nawet gdyby biała kobieta rozpłynęła się w mroku lasu - człowiek wiedział, jak łatwo Cugajster może ją dogonić. Dogonić w mig.

Zrobił więc krok, zaciskając palce na nieprzydatnej teraz ciupadze. Co może zrobić leśnemu Cugajstrowi kunsztownie wykonana ciupaga, jej ostry kieł? Ludzie znają tylko jeden sposób powstrzymania Cugajstra. Skuteczny na krótki czas...



4 из 374