— Ale widok powiedział Harry. Zupełnie jak ślepa ryba, prawda? Obce, nieznane stworzenie żeglujące po najmroczniejszym oceanie Układu Słonecznego.

Przez wszystkie lata poświęcone badaniu komety to porównanie jakoś nie nasunęło się Michaelowi. Słysząc te słowa, dostrzegł ich trafność. Lecz odpowiedział tylko ponuro:

— To tylko kometa. Jesteśmy w chmurze Oorta, wieńcu komet krążącym w odległości jednej trzeciej roku świetlnego od Słońca, gdzie powracają wszystkie komety, by umrzeć…

— Miłe miejsce — odparł niewzruszony Harry. Omiótł wzrokiem pustą kopułę i Michael poczuł się nagle tak, jakby oglądał ją oczami ojca. Kopuła mieszkalna statku, od dziesięcioleci jego dom, była półkulą o średnicy stu jardów. Siedziska, pulpity kontrolne i podstawowe terminale służące do obróbki danych skupione były wokół geometrycznego środka kopuły. Reszta przezroczystej podłogi podzielona była sięgającymi barku przegrodami na laboratoria, kambuz, pomieszczenie rekreacyjne, sypialnię i kabinę prysznicową.

Nieoczekiwanie układ pomieszczenia, kilka mebli, niskie jednoosobowe łóżko, wydały się Michaelowi niezwykle proste i czysto utylitarne.

Harry przeszedł przez wolną przestrzeń do krawędzi kopuły. Michael niechętnie dołączył do niego z ciepłą whisky w dłoni. Z tego miejsca widoczna była cała reszta „Kraba”. Najeżony antenami i czujnikami grzbiet ciągnął się przez milę, zagłębiając się w bryłę lodu z Europy. Cały statek przypominał z wyglądu elegancki parasol, gdzie kopuła pełniła rolę czaszy, zaś lodowy blok uchwytu. Bryła lodu — szeroka na setki jardów w chwili wyciosania jej z powierzchni jowiszowego księżyca — usiana była wgłębieniami niczym sito, jak gdyby ugnieciona gigantycznymi palcami. Silnik fazowy statku zatopiony był we wnętrzu bloku, zaś lód dostarczył statkowi paliwa podczas lotu ku chmurze Oorta.



16 из 228