
Harry skubnął kącik ust gestem, który boleśnie przypomniał Michaelowi o kruchym osiemdziesięciolatku, który odszedł na zawsze.
— Brzmi bombowo — przyznał Harry. — I co z tego?
Michael zdusił cisnącą mu się na usta złośliwą odpowiedź.
— Na tym polegają badania podstawowe — odparł. — Coś, czym my, ludzie, zajmujemy się od paru tysięcy lat…
— Po prostu mi powiedz — zaproponował łagodnym tonem Harry.
— Ponieważ samorodki kwarkowe to skupiska materii utworzone w ekstremalnych warunkach. Niektóre poruszają się z szybkościami tak zbliżonymi do prędkości światła, że wskutek dylatacji czasu moje czujniki lokalizują je zaledwie milion lat czasu subiektywnego po opuszczeniu pierwotnej osobliwości.
— Chyba jestem pod wrażeniem. — Harry pociągnął łyk brandy, obrócił się i lekko przeszedł przez pomieszczenie, nie zdradzając najmniejszych oznak zawrotu głowy czy dezorientacji. Usiadł na metalowym krześle i wygodnie założył nogę na nogę, ignorując uprząż używaną w stanie nieważkości. Tym razem złudzenie było prawie doskonałe, jedynie najcieńsza szczelina pozostawała między udami wirtuala a powierzchnią krzesła. — Zawsze podziwiałem twoje osiągnięcia. Twoje i Miriam Berg, ma się rozumieć. Na pewno o tym wiedziałeś, nawet jeśli nie za często ci o tym mówiłem.
