— Ambasadorze Parz, twój korpus ułożony jest w fotelu pod niewygodnym kątem. Jesteś chory?

Parz skrzywił się. Wiedział, że w kwestii towarzyskich uprzejmości qaxów nie było stad na nic więcej. Już to, samo w sobie, stanowiło nie lada zaszczyt, jakiego dostąpił dzięki swym długoletnim kontaktom z gubernatorem.

— Bolą mnie plecy, gubernatorze — wyjaśnił. — Uniżenie przepraszam. Nie dopuszczę, by odwróciło to moją uwagę od omawianych przez nas kwestii.

— Mam taką nadzieję. Dlaczego nie każesz skorygować tej ułomności?

Parz spróbował znaleźć uprzejmą odpowiedź, lecz wtedy z całą ostrością uświadomił sobie raz jeszcze realność postępującej starości, na moment gubiąc wątek rozmowy. Parz miał siedemdziesiąt lat. Gdyby żył w okresie przed pojawieniem się qaxów, wkraczałby teraz w wiek dojrzały, z umysłem odświeżonym, zreorganizowanym, zracjonalizowanym, reagującym z dziecięcym entuzjazmem. Jednakże technologia desenektyzacyjna była obecnie niedostępna. Najwyraźniej qaxom odpowiadało nieustanne dziesiątkowanie szeregów ludzkości przez czas. Parz pamiętał, jak niegdyś bezsilnie przeklinał qaxów przede wszystkim właśnie za to: za beznamiętne zanegowanie miliardów nieśmiertelnych ludzkich istnień, za zniszczenie całego tego potencjału. Cóż, teraz już nic nie budziło w nim takiego gniewu…

Jednak ze wszystkich plag, jakie qaxowie ponownie sprowadzili na ludzkość, nigdy nie wybaczy im jednej: swych bolących pleców, pomyślał z goryczą.

— Dziękuję ci za twą dobroć, gubernatorze — odparł ostro. — Moich pleców nie da się skorygować. To parametr na stałe ograniczający moje istnienie, aż do śmierci.

Qax rozważył to przez krótką chwilę, a potem stwierdził:

— Niepokoi mnie to, że twoja użyteczność ulega umniejszeniu.

— Ludzie nie żyją już wiecznie, gubernatorze — wyszeptał Parz. — I dzięki Bogu — dodał, świadomie decydując się na odrobinę ryzyka.



6 из 228