
Jackson wciąż nie miał pojęcia, czemu jego krzesło zrobiło się takie niewygodne. W końcu nie mógł już wytrzymać. Zerwał się i zaczai spacerować. Przy każdym kroku jakby lekko potrząsał nogami, żeby je ochłodzić. Ale nadal przemawiał z godnością.
— Cieszę się, że Niebieska Kurtka tak sądzi. Jest wodzem Shaw-Nee w Tennizy, prawda?
— Czasami — odparł Ta-Kumsaw.
— Co to znaczy „czasami”? — zdziwił się Harrison. — Albo jest wodzem, albo nie jest.
— Kiedy on mówić szczerze, wtedy być wodzem.
— No cóż, przyjemnie usłyszeć, że mi ufa — oświadczył Jackson.
Uśmiechał się trochę niepewnie, ponieważ Hooch właśnie podgrzewał podłogę pod jego stopami. Od tego Hickory nie ucieknie tak łatwo, chyba że potrafi latać. Zresztą Hooch nie zamierzał dręczyć go zbyt długo. Tylko do chwili, kiedy Jackson podskoczy parę razy, a potem wytłumaczy, czemu tańczy w obecności młodego wojownika Shaw-Nee i gubernatora Williama Henry'ego Harrisona.
Jednak zabawę Hoocha popsuł Lolla-Wossiky, który w tej właśnie chwili upadł do przodu i wytoczył się spod biurka. Na twarzy miał uśmiech idioty, i zamknięte oko.
— Niebieska Kurtka! — zawołał.
Hooch zauważył, że po alkoholu zaczął wreszcie mówić bełkotliwie.
— Hickory! — wrzasnął.
— Ty być moim wrogiem. — Ta-Kumsaw zignorował zachowanie brata.
— Mylisz się — zapewnił go Harrison. — Jestem twoim przyjacielem. Twój wróg mieszka na północy, w miasteczku Vigor Kościół. Twoim wrogiem jest ten renegat, Armor-of-God Weaver.
— Armor-of-God Weaver nie sprzedaje Czerwonym whisky.
— Ja też nie — zapewnił Harrison. — Ale on robi mapy całej krainy na zachód od Wobbish. Żeby podzielić ją na działki i sprzedać, kiedy zabije już wszystkich Czerwonych.
Ta-Kumsaw nie zwracał uwagi na próby Harrisona, by skierować jego gniew przeciwko rywalowi z północy.
— Ja przyjść cię ostrzec — powiedział.
