
– Jeszcze nie teraz, dziecino, jeszcze nie! Musisz się jeszcze na jakiś czas uzbroić w cierpliwość. Najpierw będę musiał wykorzystać usługi twojego brata. Zabiorę go ze sobą na kontynent, do pewnego człowieka, do Szczurołapa, który potrafi mi pomóc. Jeszcze nie nadszedł czas, bym mógł zasiąść na tronie świata. Świat nie jest jeszcze na to dość dobry. Ale za jakieś pół wieku ja tutaj powrócę. I wtedy będziesz mogła przeżyć swoją utęsknioną chwilę łaski w moich objęciach! A potem…
Zrobił w jej stronę gest, jakby chciał rozwiać unoszący się w powietrzu pył.
Tiili była bliska omdlenia z rozpaczy. Targenor… Potwór będzie teraz starał się go zmusić do służby! Nie wolno mu tego robić! Nie z Targenorem!
Biedna mama!
Jeśli chodzi o te pięćdziesiąt lat, o których Tan-ghil mówił, to ponura zapowiedź początkowo do niej nie dotarła, bo zbyt wiele wydarzyło się naraz. Bliska utraty zmysłów z rozpaczy, przerażenia i samotności, nie była w stanie myśleć rozsądnie.
W końcu Tan-ghil sobie poszedł.
Najpierw przyjęła z ulgą fakt, że nie musi już na niego patrzeć. Poza tym wyobrażała sobie, że mama i Targenor, a także inni ludzie ze wsi, będą się o nią niepokoić i tylko dzięki tej myśli była w stanie dalej żyć.
Tiili nigdy nie należała do wybranych ani dotkniętych. Nie posiadała takiej zdolności, która by jej pozwoliła słyszeć na odległość, że Targenor ją woła. Zresztą nie potrafiłaby mu również odpowiedzieć.
Wkrótce uświadomiła sobie, że wszystkie funkcje jej ciała ustały. Oddychała wprawdzie i serce jej biło, ale to wszystko. Nie potrzebowała jeść, pić ani spać.
To ostatnie okazało się wyjątkową udręka. Czas i tak wlókł się niemiłosiernie, nawet gdyby nie musiała nieustannie czuwać.
Oczywiście, wzywała pomocy, bo odzyskała zdolność mowy. Ale któż mógłby ją tu usłyszeć?
Od czasu do czasu migały jej w oddali budzące grozę, choć urodziwe postacie w czarnych habitach. Stały u wejścia do korytarza i ukradkiem zaglądały do środka, nigdy jednak nie odważyły się zbliżyć.
