
Targenor jednak już wtedy nie żył. Nieprzytomny wpadł do górskiego potoku i utonął. Nikt go nie odnalazł. Dida zaś nie pojmowała, skąd pochodzą te wibrujące sygnały ani kto je wysyła.
Nietoperz dotrzymał danej Tiili obietnicy. Kiedy nadeszła jesień, wpełzł pod sklepienie groty i zapadł w sen. W tym samym czasie zasnęła też dziewczyna.
Obudziła się dopiero późną wiosną, a wtedy nietoperza już nie było. Nigdy więcej go nie widziała.
Kiedy Dida się zestarzała i dopełnił się jej czas, przyszedł do niej duch Targenora. Usiadł na łóżku matki i powitał ją po drugiej stronie bram śmierci. Rozmawiali także o Tiili. Działo się to jednak w zimie i Tiili spała wtedy głęboko. Po śmierci oboje z Targenorem opuścili Dolinę Ludzi Lodu, by na własną rękę walczyć z Tan-ghilem.
Tiili stała się bardziej wrażliwa na bodźce dochodzące do niej z zewnątrz. Słyszała hałasujących w pobliżu Ludzi z Bagnisk, po jednej i po drugiej stronie góry. Wyczuwała, że duchowa siła Tan-ghila znajduje się w dolinie. Pewnego razu zauważyła, że jakaś młoda kobieta chodzi w pobliżu góry, odgadywała jej lęk i to, że kobieta oddaliła się w popłochu.
To była Sunniva Starsza.
Wiele lat potem uświadomiła sobie obecność innych ludzi. Zdawała sobie sprawę, że uciekają. Miała wrażenie, jakby cała dolina opustoszała, jakby wszyscy w panice ją opuścili.
A wtedy ogarnęła ją rozpacz tak wielka, że zdołała dzięki temu stworzyć własną siłę psychiczną, zdolną wędrować po świecie. Wkrótce napotkała małą rodzinę, która w przerażeniu wspinała się po zboczu góry.
Oni jej nie widzieli. Ale zbliżyła się do nich jak tylko mogła, stała tuż przy ich koniach i patrzyła na siedzącą w siodle kobietę. Tiili była jedną błagalną prośbą o pomoc, lecz oni jej nie słyszeli. Na jednym koniu uciekający mieli niezwykle piękną, przezroczystą szybę w różnych kolorach. Tiili patrzyła na nią przez chwilkę, ale była pewna, że jeszcze nigdy w życiu nie widziała nic tak fantastycznego. Potem znowu skierowała błagalne spojrzenie na kobietę.
