Strzelił w sam środek czoła.


– I co teraz zrobimy? – krzyczał Rimilon. Starał się nie zostawać w tyle za Sethem, który biegł w stronę helikoptera stojącego za hotelem. – Musiałeś go zabić?

– Tak. – Seth wskoczył do wnętrza maszyny, posadził psa na podłodze obok siebie. – Trzeba rozpuścić ludzi i spieprzać stąd jak najprędzej. Wspólnicy Namireza nie będą zachwyceni, że stracili go akurat w takim momencie. Wszystko diabli wezmą.

Rimilon klął długo, zapamiętale.

– Mogłeś po prostu zignorować to, co stało się w wiosce. A teraz co? Kto nam wypłaci forsę? Widziałem, jak policjanci przetrząsali jego sejf.

– Ale ja byłem tam przed nimi. – Seth cisnął mu zwitek banknotów. – Wypłać ludziom i znikaj. Jeśli o mnie chodzi, opuszczam Amerykę Południową na jakiś czas. Będziemy w kontakcie. – Zamknął drzwiczki i po chwili helikopter oderwał się od ziemi.

Dopiero gdy Seth znalazł się nad Wenezuelą i skierował maszynę w stronę lotniska w Caracas, wyjął z kieszeni kartkę. Zawierała tylko jedno zdanie i numer telefonu.

Noah mówi, że nadeszła pora.

Nie spodziewał się niczego innego. Noah powiedział mu ostatnio, że sytuacja dojrzeje niebawem i osiągnie punkt krytyczny. Następna wojna. Następne miejsce.

Boże, jakież to męczące.

Ale tym razem będzie inaczej. To wojna Noaha, a Noah jest jednym z tych ludzi, którzy są w porządku. Może nie będzie tak źle.

Szczeniak u jego stóp zaskomlał.

Seth opuścił wzrok. No tak, pies nasikał na podłogę. Wspaniale. Widocznie wystraszył się hałasu i wibracji helikoptera. Seth wiedział dobrze, co to strach. Nawet jeśli się doń przywyknie, nie można się już od niego uwolnić.

Pogłaskał psa po głowie.

– Nie przejmuj się. Niedługo lądujemy. – Wiedział, że nie postąpił rozsądnie, zabierając go ze sobą. Bo co z nim teraz zrobi? Niech to szlag, powinien był zostawić szczeniaka pod opieką Manuela.



18 из 338