Usłyszała odgłos uderzenia o czyjeś ciało, a potem przeraźliwy okrzyk, jęk przerażenia.

Ktoś złapał ją od tyłu za włosy, starając się ściągnąć ze schodów.

Kate przeszył dotkliwy ból, odruchowo odchyliła głowę do tyłu, ale w następnej chwili okręciła się na pięcie i ponownie zamachnęła się drągiem.

Odpowiedział jej krzyk i ręka ciągnąca za włosy puściła ją w jednej chwili.

Wspaniale. Miała nadzieję, że trafiła…

– Szybko, pani doktor. – U jej boku pojawił się mężczyzna w szarym ubiorze z napisem Genetech na kieszeni bluzy. Poznała go. Cary z ochrony. – Proszę do środka. – Nieustępliwie prowadził ją po schodach w stronę wejścia, podczas gdy dwaj inni ochroniarze toczyli boje z tłumem. – Wie pani przecież, że nie powinna wychodzić do tych ludzi.

Poczucie ulgi ustąpiło miejsca irytacji.

– A co miałam robić, skoro nie było tu pana? Dlaczego, do diabła, musiał pan… – Umilkła. Nie, nie powinna tak mówić. Gmach jest zabezpieczony, wszyscy zostali powiadomieni, że mają przyjść do pracy wcześniej, aby uniknąć starcia z tamtymi idiotami. – Przepraszam. Wydarzenia wymknęły się nam trochę spod kontroli.

– Powinna pani była poczekać, zamiast wychodzić przed drzwi.

Kate zerknęła na Benny stojącą w progu obok Charliego Dodda.

Widocznie ochroniarze zjawili się, dopiero gdy Benny nie zagrażało już żadne niebezpieczeństwo, nie mieli więc pojęcia, iż musiała jej pomóc. Charlie wzruszył ramionami; uniósłszy brwi, patrzył na Kate, czekając na jej reakcję. Incydent u podnóża schodów mógł łatwo ulec eskalacji, przekształcić się w prawdziwy koszmar. Jako kierująca projektem, Kate nie musiała się obawiać żadnych biurokratycznych konsekwencji, Benny natomiast, zaledwie asystentka w laboratorium, znajdowała się w mniej korzystnej sytuacji. Mogli ją uznać za osobę zbędną.

– Popełniłam błąd. Powinnam była wiedzieć, jak się zachować. – Ujrzała ulgę na twarzy Benny i dodała: – To głupie starać się powstrzymywać idiotów przed robieniem z siebie osłów.



21 из 338