
– Rzeczywiście. – Benny podeszła bliżej, troskliwie ujęła ją pod ramię. – Wyglądasz, jakbyś się znalazła w samym środku huraganu. Chodźmy do umywalni, pomogę ci doprowadzić się do porządku.
Cary miał wątpliwości.
– Może powinna iść najpierw do lekarza. Ma zakrwawione czoło.
– To nic poważnego – odparła Kate. – Wszystko będzie dobrze, Cary.
– Na pewno. – Benny prowadziła ją już w stronę umywalni. – Charlie, powiedz w laboratorium, że przyjdę za chwilę, tylko pomogę Kate, dobrze?
– Oczywiście nie mogą oczekiwać, że się zjawisz punktualnie, skoro zabawiasz się w pielęgniarkę – odparł z poważną miną.
Mrugnęła do niego przez ramię.
– Byłoby to z ich strony wyjątkowo nieludzkie.
Zachichotał cicho, a Kate uświadomiła sobie, że będzie krył Benny, tak jak ona uczyniła to przed chwilą. Właściwie dlaczego to robimy? – pomyślała. Benny notorycznie się spóźnia, jest porywcza, łatwo zmienia nastroje.
Była jednak równocześnie najbardziej kompetentnym technikiem w laboratorium, osobą wielkoduszną i obdarzoną wspaniałym poczuciem humoru.
I Joshua uwielbiał ją. Miałby złamane serce, gdyby przydarzyło jej się coś złego. A więc dla dobra Joshuy oraz jej samej Benny musi podlegać szczególnej ochronie.
– Siadaj. – Dziewczyna pchnęła Kate na chromowane siedzenie, usytuowane przed umywalką i wysokim lustrem, po czym zmoczyła papierowy ręcznik. – Wyglądasz okropnie.
– Ciekawe dlaczego?.
Bo wielka z ciebie frajerka. – Benny uśmiechnęła się i zaczęła delikatnie obmywać skronie Kate. – I pełno cię wszędzie tam, gdzie nie bywają aniołowie.
– Ty nie jesteś aniołem, a znalazłaś się w samym centrum tej burdy.
– Powinnaś była pozwolić mi stoczyć tę walkę na mój sposób. Nadaję się do tego lepiej niż ty. Mam metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, a ty jedynie metr pięćdziesiąt.
– Metr pięćdziesiąt pięć – sprostowała Kate. – A zresztą poradziłam sobie lepiej od ciebie.
