
– Bo mnie zaskoczyli. – Benny wytarła ręcznikiem jej przybrudzone policzki. – Nie sądziłam, że zaatakują właśnie mnie. Na miłość boską, przecież to nie ma sensu. Czy oni podejrzewają nas o dokonywanie tu aborcji?
– Nie wiesz, jacy są fanatycy? Podejrzewają nas o to, o co chcą podejrzewać. Znudziło ich już atakowanie klinik aborcyjnych, tak więc wzięli teraz na cel ośrodki, gdzie przeprowadza się badania genetyczne.
– Ale przecież Genetech nie zajmuje się eksperymentami dotyczącymi porodów. Chcemy wynaleźć szczepionkę skuteczną na wszystkie wirusy grypy.
– Dla tych ludzi jesteśmy i tak potworami. – Kate wzięła od Benny ręcznik. – Wytrę się sama. Ty też doprowadź się do porządku.
– Tak też myślałam, że szybko zechcesz przejąć inicjatywę. – Benny wydęła usta. – Nie lubisz, jak ktoś zajmuje się tobą zbyt długo, nieprawdaż?
Kate spojrzała na nią zdumiona.
– Dlaczego miałabyś robić dla mnie coś, co mogę zrobić sama?
– Bez specjalnego powodu. Po prostu przyszło mi na myśl, że przydałaby ci się chwila odprężenia. Nie musisz odgrywać roli wyjątkowej kobiety przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. To musi być okropnie męczące.
– Nie tak bardzo – uśmiechnęła się Kate. – Jeśli chcesz, abym się odprężyła, przyjdź jutro rano o ósmej, jak wszyscy. W porządku?
– W porządku. Trudno, dziś zaspałam. Wczoraj wieczorem byłam na randce. – Zrobiła szelmowską minę. – Ty też powinnaś spróbować tego raz na jakiś czas.
– To by się kłóciło z moją rolą. – Nonszalanckim tonem Kate dodała: – Zresztą nie potrzebuję żadnych mężczyzn. Już to przerabiałam.
– Są rzeczy, które zasługują na powtórki. – Benny zawahała się, spojrzała na przyjaciółkę badawczym wzrokiem. – Ale może ty właśnie dbasz o te powtórki. Nadal widujesz się z Michaelem?
– W każdy wtorek i sobotę po południu. – Uniosła rękę widząc, że Benny chce coś powiedzieć. – Chodzimy na mecze, które rozgrywa drużyna Josha, w lidze juniorów.
