
– Wszystko po to, aby twój syn miał przed sobą zgodnych rodziców. Jakie to miłe widzieć taką szczęśliwą, kulturalną parę rozwodników.
– Rozwodnicy nigdy nie czują się szczęśliwi. – Kate wstała, poprawiła biały fartuch. O dziwo, wyszedł z niedawnej szamotaniny bez szwanku. – Ale to jeszcze nie znaczy, że mieliby psuć humor wszystkim dokoła.
– Nie ma obawy. Nigdy byś do tego nie dopuściła. U ciebie wszystko jest zawsze pod kontrolą. – Benny obmyła sobie twarz. – Nadal z nim sypiasz?
Kate zmarszczyła brwi.
– To nie twoja sprawa.
– A jednak moja. – Benny wyglądała teraz na nieco zmieszaną. – Bo… lubię go.
Kate zamarła.
– Michaela?
– Kilka tygodni temu, kiedy zostałam u ciebie w domu z Joshuą, Michael wpadł z wizytą. Pamiętasz ten wieczór, gdy pracowałaś w laboratorium do północy, a Phyliss była na kursie księgowości? – Benny mówiła gorączkowo, unikając wzroku Kate. – Cóż ci mam powiedzieć? Zawsze miałam słabość do gliniarzy. Budzą respekt. Może to dlatego, że brakowało mi ojca, gdy byłam mała. Ale jeśli ty nadal…
– A co on czuje do ciebie?
– Lubi mnie. – Benny odwróciła się, spojrzała jej prosto w oczy i dodała bez ogródek: – Spotykaliśmy się kilkakrotnie. Ale jeśli sobie tego nie życzysz, nie będę się już z nim umawiać.
Skąd to wrażenie, że zostałam zdradzona? – pomyślała Kate. Michael ma przecież prawo zawierać nowe znajomości. Od rozwodu upłynęły już dwa lata, a jedyna więź pomiędzy nimi to Joshua.
– Czy właśnie z Michaelem spotkałaś się wczoraj wieczorem?
Benny przytaknęła ruchem głowy.
Nie, to nie zdrada. Po prostu dręczy ją samotność… i pospolita zazdrość w stylu: sam nie zje i drugiemu nie da.
– Daję ci wolną rękę. Nie sypiam z Michaelem. Między nami wszystko skończone. – Przygładziła sobie włosy. – Nie powinno się było w ogóle zacząć. Na pewno przypadniesz mu do gustu bardziej niż ja.
