
– W Seattle?
– Nie, zostań, gdzie jesteś. W razie potrzeby zatelefonuję.
– Świetnie. Po tych sześciu miesiącach spędzonych w dżungli przyda mi się trochę relaksu i wypoczynku. Przy okazji: nie chcesz szczeniaka?
– Co?
– No, nie od razu. Celnikom nie podobało się, że pies nie jest szczepiony. Znalazłem go w dżungli. Musi teraz przejść kwarantannę.
– Nie chcę żadnego szczeniaka.
– Moim zdaniem, powinieneś mieć psa. Pasuje do fajki, ciepłych papuci, kominka i domu. Byłby cennym nabytkiem dla takiego domatora jak ty. Może nawet trochę by cię rozruszał.
– Nie, Seth.
– Wrócę jeszcze do tej sprawy, kiedy skończy się okres kwarantanny. Odezwij się w razie potrzeby. – Odłożył słuchawkę.
Noah uśmiechnął się mimo woli. Skąd, u diabła, Seth wytrzasnął tego psa? Na pewno nie był zadowolony, kiedy celnicy orzekli konieczność poddania go kwarantannie. Ale co dalej? Jeśli Seth wbił sobie do głowy, że pies ma należeć do niego, Noaha, to poruszy niebo i ziemię, aby tak się stało.
Mimo wszystko Noah był teraz w pogodnym nastroju. Seth, jak zwykle, pozwolił mu poczuć się lepiej, bezpieczniej; dzięki niemu odnosił wrażenie, iż łatwiej uporałby się z przeszkodami. Chociaż jeśli chodzi o stosowane przez Setha metody radzenia sobie z przeszkodami, to Bóg wie, że nie zawsze są one godne naśladowania. Zbyt prostackie.
Musiałem rozdeptać robaka.
To rzeczywiście zbyt prostackie.
Telefon zadzwonił znowu.
– Unika mnie pan – zganił go Raymond Ogden, kiedy Noah podniósł słuchawkę. – Ładnie to tak?
Dobry nastrój ulotnił się w jednej chwili.
– Nie mam nic do powiedzenia.
– Za to ja mam. – Po chwili milczenia Ogden wyjaśnił: – Nie ma pan możliwości ani kontaktów, aby podjąć produkcję RU 2. W takiej sytuacji najlepsze wyjście to sprzedać wszystko mnie. W moich rękach szanse na sukces staną się realne.
Noah zacisnął dłoń na słuchawce.
