
Chwilowe rozdrażnienie mijało, kiedy patrzyła na niego. Ze swoją zmierzwioną rudoblond czupryną i lekko zmrużonymi piwnymi oczami przypominał Joshuę w chwilach zadumy. Trudno się na niego gniewać, skoro Michael nie wie nawet, iż wykazał brak taktu. Pod wieloma względami był jak duże dziecko i ten sam chłopięcy urok, który kilka lat wcześniej przyciągnął ją do niego, obecnie rozbroił ją ponownie.
– Tak, oczywiście, że wiem. Ja także chcę dla ciebie jak najlepiej, Michael. Zasługujesz na to. – Otworzyła drzwiczki i wysiadła. – Autobus przewiezie dzieci spod szkoły na boisko, tak aby mogły jeszcze potrenować przed samym meczem, a ty zawieź tam Benny. Spotkamy się na miejscu.
Zmarszczył brwi.
– Jesteś przekonana, że tak będzie w porządku?
– Na pewno. – Odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła w stronę Alana, który szedł już alejką. Nie, to nie jest w porządku. Miała wrażenie, jakby zatrzasnęły się za nią jakieś drzwi. Czuła się smutna, samotna, nieprzystosowana do życia.
Czy tak właśnie czuł się Michael w okresie ich małżeństwa? Cóż za niedorzeczne przypuszczenie! Przecież on nigdy nie wątpił w swoje kwalifikacje zawodowe, miał także wyrobione i niezmienne zdanie na temat wzajemnych relacji pomiędzy mężczyznami i kobietami. Ona była wprawdzie od dawna przeświadczona, że jeśli chodzi o myślenie abstrakcyjne, jest bystrzejsza od wielu innych ludzi, ale dzięki ojcu zrozumiała, że na świecie istnieją różne rodzaje inteligencji. Mechanik w warsztacie samochodowym, gdzie zostawiała czasem hondę, był ekspertem w swojej dziedzinie. Michael z kolei cieszył się opinią znakomitego detektywa policyjnego. I chyba wiedział, że ona odnosi się do niego z szacunkiem, że nie traktuje go jak kogoś mniej wartościowego.
Benny powiedziałaby mu to wprost. Przy niej czuje się wielki, jakby miał trzy metry wzrostu. Może to ja zawiniłam, pomyślała Kate, bo byłam zbyt niecierpliwa… Nie, nie ponoszę żadnej winy.
