
– W porządku? – Alan patrzył na nią zatroskany.
Kiwnęła głową i wzięła od niego kluczyki. On już na pewno wie o Benny i Michaelu. Partnerzy są zazwyczaj doskonale zorientowani w tym, co się u nich dzieje.
– Tak, wszystko w porządku.
Szła dalej. Joshua powinien już być w domu. Zapyta go, czy chce wyjść na podwórko i pograć trochę. Mogłaby rzucić mu parę piłek. Miała nadzieję, że dojrzy na jego twarzy uśmiech i znajdzie jakiś pretekst, aby przytulić go do siebie choćby na moment. Ale musiałaby zachować pełną ostrożność: Joshua jest wyczulony na takie rzeczy, nie wolno dopuścić, aby zaczął coś podejrzewać.
Joshua należał w dalszym ciągu do niej. I był jej potrzebny, zwłaszcza teraz.
Phyliss powitała ją w progu. Jej spojrzenie przeniosło się na zaparkowany przy krawężniku samochód.
– Michael nie wejdzie do domu?
– Bardzo się śpieszy. Gdzie Joshua?
– Pozwoliłam mu iść pograć w piłkę. Nie chciałam, żeby oglądał telewizję. Mógłby się zdenerwować tym wybuchem.
– Jakim wybuchem?
– Nie słyszałaś? – Phyliss zamknęła drzwi. – Oglądałam całą relację CNN. Noah Smith nie żyje.
– Co takiego? – Patrzyła na teściową oszołomiona. – Jak to się stało?
W jego zakładach farmaceutycznych nastąpiła eksplozja. – Phyliss podeszła do telewizora i włączyła go, nastawiając odpowiedni kanał. – A właściwie kilka eksplozji.
– Jaka była przyczyna?
Phyliss wzruszyła ramionami.
– Nie wiadomo. Ale w takich fabrykach jak ta znajduje się zawsze pełno rozmaitych łatwopalnych środków chemicznych.
