
– To prawda. – Kate przeszła wolnym krokiem w drugi kąt pokoju i opadła na kanapę, nie odrywając wzroku od przerażających scen widocznych na ekranie. Jakaś kobieta, skulona, szlocha rozpaczliwie, strażacy uwijają się, jak tylko mogą, pomagają przenosić ofiary katastrofy do ambulansów, mury fabryki płoną. – Mój Boże!
– Nie wiadomo jeszcze, ile osób zginęło, ale przypuszczają, że może nawet ponad sto – powiedziała Phyliss.
– Ale są pewni, że jedną z ofiar jest Smith?
– Nie znaleziono jeszcze ciała, lecz w momencie eksplozji znajdował się w swoim gabinecie. – Phyliss wskazała na środkowe skrzydło fabryki, trawione przez szalejące płomienie. – Strażacy nie byli nawet w stanie tam wejść, aby zbadać sytuację.
Kate poczuła, że ogarniają ją mdłości. Na pewno nikt się nie uratował z takiego piekła.
– To straszne. – Było jej żal tych biednych ludzi, którzy pracowali w fabryce, a poza tym upłynęły zaledwie dwa dni, odkąd rozmawiała ze Smithem. I telefonował do niej tego ranka.
A teraz nie ma go już wśród żywych.
Na ekranie ujrzała nagle twarz Noaha Smitha.
Reporter CNN trzymał przed kamerą jego zdjęcie. Smith, radośnie uśmiechnięty, stał na pokładzie swojego jachtu „Cadro”, wiatr rozwiewał mu jasnokasztanowate włosy, z ciemnych oczu emanowały energia i inteligencja. Wyglądał na człowieka odważnego i niezwyciężonego.
Kamera CNN pokazała znowu płonący budynek.
Kate poczuła, że nie zniesie tego dłużej.
– Wyłącz – poprosiła.
Phyliss wcisnęła przycisk w pilocie i ekran zgasł momentalnie.
– Przepraszam, nie wiedziałam, że przejmiesz się tym tak bardzo. Wydawało mi się, iż nie przepadasz za nim.
Nie znałam go na tyle, by go lubić lub nie. – A jednak miała wrażenie, jakby znała go dobrze. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że te wszystkie rozmowy telefoniczne, które wyprowadzały ją z równowagi, wytworzyły pomiędzy nimi coś w rodzaju intymnej więzi. Poznawała go już po głosie, a podczas rozmowy usiłowała wyobrażać sobie, jak on wygląda. – Był wspaniałym mężczyzną.
