
– Nigdy nie widziałam go na zdjęciu. A tu wyglądał… jak żywy.
– Jestem pewna, że tym z CNN właśnie o to chodziło. – Zerwała się raptownie na równe nogi. – Pójdę poszukać Josha.
– Jest na podwórku za domem.
Kate przeszła przez hol w stronę kuchni. Jeszcze parę minut wcześniej chciała rzucić okiem na syna, aby upewnić się, że nie jest sama. Teraz ten powód wydał jej się błahy i egoistyczny. Nadal jednak pragnęła zobaczyć Josha. Tylko w ten sposób mogła otrząsnąć się z wrażenia, jakie wywarły na niej tamte sceny śmierci i destrukcji.
Musiała jak najszybciej poczuć znowu smak życia.
3.
– Słyszałaś już o śmierci Noaha Smitha? – zapytał Charlie Dodd nazajutrz rano, kiedy Kate usiadła za biurkiem. – Musiałabym znaleźć się na dnie morza, żeby o tym nie słyszeć. Odkąd to się stało, radio i telewizja nie informują o niczym innym. To straszne.
– Liczba ofiar wzrosła do dziewięćdziesięciu dwóch. Niewidzącym wzrokiem wpatrywała się w leżące przed nią sprawozdanie.
– Co ze Smithem? Znaleźli już jego ciało?
– Nie, ale przeszukają cały czas zgliszcza. Muszą wykluczyć jego udział w podłożeniu bomb.
Poderwała głowę do góry.
– Jakich bomb?
– Nie czytałaś jeszcze porannej prasy? – Wskazał na gazetę rozłożoną na biurku. – Ktoś podłożył tam cztery bomby. Stąd ta eksplozja.
– Ale dlaczego? – Kate spoglądała na niego oszołomiona.
– Kto to wie? – Charlie wydął usta. – Kto wie, dlaczego nasz instytut pikietowany jest bezustannie przez czterdziestu rozjuszonych szaleńców? Na szczęście w Genetechu wzmacnia się ochronę. Szczęście, że nie przyjęłaś tamtej pracy, co? Niech to diabli, o czym ja mówię? Dobrze, że ja ci nie podebrałem tamtej posady.
Machinalnie przytaknęła ruchem głowy. Przed oczami miała nadal straszliwe sceny zniszczenia prezentowane przez CNN.
