
– Czy firma J. & S. nie prowadziła jakichś badań zleconych przez rząd?
– Myślisz o terrorystach? To i tak byłoby nie do wykrycia. – Usiadł przy swoim biurku. – W każdym razie poszukiwania prowadzone są znacznie bliżej.
– Co masz na myśli?
– Ubezpieczenie. Ostatni rok oznaczał dla J. & S. kłopoty finansowe. Dlatego właśnie przeczesują teraz zgliszcza w poszukiwaniu ciała Smitha. Wydaje im się, że mogą znaleźć jakiś wyraźny dowód…
– Naprawdę myślą, że on wysadził w powietrze fabrykę i siebie? To niedorzeczne.
Charlie obronnym gestem podniósł ręce do góry, udając, że przeraził go szorstki ton jej głosu.
– Posłuchaj, nie mam pojęcia, co się stało. Wiem tylko tyle, ile wyczytałem z gazet.
– Przepraszam. – Dopiero teraz zorientowała się, jak gwałtownie zareagowała. Ale samobójstwo byłoby poddaniem się, a Noah Smith, jakiego znała z rozmów telefonicznych, nie był typem człowieka, który daje za wygraną. – To nie w porządku. Ten człowiek nie żyje i nie może się bronić.
– Słyszeliście, co się stało z Noahem Smithem? – Do pokoju wbiegła Benny i stanęła przy biurku Kate.
– Już omówiliśmy całą sprawę – mruknął przeciągle Charlie i wzdrygnął się ostentacyjnie. – Dajmy temu spokój.
– Tak? Cóż… i tak nie miałam już ochoty o tym mówić. Ci biedacy… – Ściszyła głos, aby nie mógł jej usłyszeć Charlie. – Wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie Michael. Na pewno nie masz nic przeciw temu, abym przyszła po południu na mecz?
– Na pewno.
– Wiesz chyba, jakiego mam bzika na punkcie Josha.
– Wiem. – Kate pragnęła, aby Benny poszła sobie wreszcie. Nie była teraz w odpowiednim nastroju do rozmyślania o jej związku z Michaelem. Czuła się roztrzęsiona i poirytowana, nie wiedziała jednak, czy to z powodu Noaha Smitha, czy samej siebie. – Spotkamy się na meczu.
– Dobrze. – Benny uśmiechnęła się. – Zobaczysz, jak wspaniale dopinguję.
