– Byłem dobry, prawda? – pytał podniecony Joshua. – Widziałaś mój ostatni dublet?

– Widziałam. – Kate uklękła, aby pomóc mu włożyć kurtkę. – Stój spokojnie. Teraz, po zachodzie słońca, robi się chłodno. Widziałam wszystko. Byłeś bohaterem meczu.

Skrzywił się.

– Wcale nie. Przegraliśmy. Nie mogę być uważany za czołowego zawodnika, skoro moja drużyna przegrała.

– A jednak ja patrzę na ciebie jak na asa zespołu.

– To dlatego, że jesteś moją mamą. – Wyglądał mimo wszystko na usatysfakcjonowanego. – A co mówił tata?

– Zapytaj go sam. – Podniosła się i ujrzała Michaela i Benny; oboje szli w ich stronę, przedzierając się przez tłum rodziców. – Według mnie ma minę dumnego ojca.

– Wspaniała gra, chłopie. – Michael z szerokim uśmiechem klepnął syna po ramieniu. – Gdybyś miał trochę więcej wsparcia ze strony kolegów, starlibyście przeciwnika na proch.

– Ćśś… – Joshua zerknął z niepokojem na grupę przygnębionych kolegów. – Rory starał się, jak mógł.

– Przepraszam. – Michael zniżył głos. – Ale przewyższałeś ich o całą klasę, synu.

Benny poparła go.

– Kiedy odbiłeś tego dubleta, zerwałam się z miejsca i omal nie zepchnęłam twojej mamy z ławki. Buch! – Uśmiechnęła się. – Twój tata i ja wybieramy się do „Chucky Cheese” na pizzę. Może byś poszedł z nami?

Kate zesztywniała, rzuciła badawcze spojrzenie na Michaela. Niemal niedostrzegalnie pokręcił głową. Nie, to nie jego inicjatywa, on zaakceptował jej żądanie, aby posuwać się powoli. Benny wyszła z tą propozycją zapewne pod wpływem nagłego impulsu.

– Jasne. – Joshua spojrzał na Kate. – Mamo, a ty?

Pokręciła głową.

– Muszę popracować. Pojadę już do domu. Ale ty możesz iść na pizzę.

Joshua wyglądał na niezdecydowanego.

– Na pewno nie masz nic przeciw temu?

Zacisnęła dłoń na jego ramieniu.

– Na pewno. – Przeniosła wzrok na Michaela. – Przywieź go do domu przed dziewiątą. Jutro idzie do szkoły.



41 из 338