
Rozpromienił się natychmiast.
– A jeśli nadal nie załapie, o co chodzi?
Omal nie odparła: „Wtedy dasz mu w nos”.
Dyplomacja! Joshua nie powinien cierpieć przez jej nerwy lub frustrację.
– Wtedy przyjdziesz do mnie i wspólnie obmyślimy jakiś nowy plan.
– W porządku. – Chłopiec zerknął na matkę, w jego oczach zapłonęły figlarne iskierki. – I nie martw się, nie powiem ci, kiedy dam mu w nos.
Spryciarz z niego, nie ma co. I na pewno zbyt rozgarnięty na swój wiek. Rozgarnięty i absolutnie kochany. Czuła, jak serce jej rośnie, kiedy tak patrzyła na niego. Niski, ale dobrze zbudowany, o ciemnych włosach z rudawym odcieniem (zabójczy kosmyk!), radował oczy. Czym prędzej odwróciła się i ruszyła do domu.
– Właściwie możesz sam rozejrzeć się za tą głupią piłką.
– To nie fair. Ty byłaś w obronie. Jeśli nie złapałaś piłki, to do ciebie należy…
– Telefon! – Na ganek wyszła Phyliss Denby. – Rozmowa międzymiastowa. Znowu Noah Smith.
Kate zmarszczyła brwi.
– Powiedziałaś mu, że jestem w domu? Phyliss kiwnęła głową.
– Nie wiedziałam już, co wymyślić.
– Pomożesz mi poszukać piłki, babciu? – zapytał Joshua. Phyliss uśmiechnęła się do niego, schodząc z ganku.
– Jasne.
Za jej plecami Kate zamieniła z synem wymowne spojrzenie. Oboje wiedzieli, że babcia skoczyłaby nawet w ogień, gdyby poprosił ją o to Joshua. Chłopiec przybrał na powrót niewinną minę i odwrócił się do Phyliss.
– Zdobyłem punkt. Obroniłem rzut.
– Pewnie twoja matka znowu uniosła nogę za wysoko? – Aha.
– Ty też wiesz, że zdradzam się w ten sposób? – zapytała Kate urażona. – Dlaczego mi nie powiedziałaś?
– A dlaczego miałam ci mówić? Cóż to, jestem twoim trenerem, czy co? Idź już, odbierz telefon.
Kate niechętnie weszła do domu. Znowu ten Noah Smith! Nie miała ochoty na ponowną rozmowę z nim. Zazwyczaj nie dawała się innym zbijać z tropu, ale pewność siebie i natarczywość tego człowieka wytrącały ją z równowagi.
