
– Przepraszam, jeśli zakłóciłem sobotni spokój. – Głęboki głos Noaha Smitha w słuchawce był przypudrowany jedwabistą ironią. – Jednak było to niezbędne. Nie zdołałem jak dotąd zastać pani w domu… ani w biurze. Dziwne.
– Nie ma w tym nic dziwnego. A w ogóle skąd pan zna mój numer telefonu domowego, doktorze Smith?
– Noah. Powiedziałem już: proszę mi mówić Noah.
– Więc dobrze. Skąd pan zna numer mojego telefonu domowego, Noah? Jest przecież zastrzeżony.
– Trudno ostatnio o zachowanie prawdziwej prywatności, nieprawdaż? A kto odebrał telefon? Z tą samą osobą rozmawiałem już przedtem.
– To moja teściowa. Czuję się zaszczycona, że zadał pan sobie tyle trudu, aby zdobyć numer mojego telefonu i zadzwonić do mnie, ale wolałabym nie łączyć swoich spraw zawodowych z domem.
– Teściowa? Przecież jest pani rozwiedziona.
– Owszem, ale ona nadal zajmuje się moim synem. Phyliss jest… – Urwała. – Skąd pan wie, że jestem po rozwodzie?
– Sądzi pani, że próbowałbym ją zatrudnić, nie starając się zebrać przedtem wszelkich niezbędnych informacji?
To brzmiało logicznie.
– W takim razie musi pan również wiedzieć, że prowadzimy z synem wyjątkowo ustabilizowane życie. Nie brałam w ogóle pod uwagę możliwości przeprowadzki całej rodziny po to tylko, aby zmienić miejsce pracy.
– Oklahoma nie posiada monopolu na ustabilizowany tryb życia. Seattle ma wiele do zaoferowania. Potrzeba nam współpracy. Czy chodzi pani o wyższą pensję?
– Nie. – Poczuła się nagle znużona jego natarczywością. – Nie chodzi mi o pieniądze – powiedziała dobitnie. – Nie chcę się przeprowadzać. Prawdę mówiąc, nie mam chęci pracować z panem, doktorze Smith. Czy to jasne?
