
– Wiesz, jesteś doprawdy ostatnim facetem, po którym można by się spodziewać, że zapomni o własnych ambicjach, podkuli ogon pod siebie i posłusznie da się uwiązać na smyczy tatusia.
– A wiesz, że życie nie zawsze układa się po naszej myśli? Nie zauważyłaś tego do tej pory? – zapytał nie bez ironii J.D., wpatrując się w Tiffany przenikliwym spojrzeniem szarych oczu.
Tiffany odwróciła wzrok. Kuchnia wydała jej się nagle mała i ciasna. Stała za blisko J.D., nie wiadomo kiedy nastrój stał się zbyt intymny.
– Och, mój Boże, to już prawie trzecia – oświadczyła, znacząco wpatrując się w tarczę zegarka. – Christinaaa! – zwołała głośno. Dziewczynka rysowała żółtą kredą po ścianie garażu. – Czas na drzemkę!
– Nie chcę spać! – krzyknęła mała księżniczka, upuszczając kredę na ziemię.
– Wybacz – rzuciła szwagrowi Tiffany, wybiegając przez kuchenne drzwi. Podmuch lekkiego wiaterku był zbawieniem dla jej spoconej twarzy i nagich ramion. Miała za sobą potworny, męczący tydzień zakończony piekłem na policji. Na dodatek John Cawthorne, ojciec, który przez trzydzieści trzy lata całkowicie ją ignorował, zaprasza na ślub. Niedoczekanie!
Kot Węgielek, wygrzewający się leniwie na słońcu, przeciągaj się, otrzepał i z wdziękiem wkroczył na ganek.
– Chodź tu, kochanie! – Idąc w stronę Christiny, Tiffany po drodze pozbierała z betonu kawałki kredy i włożyła je z powrotem do podniszczonego pudełka.
– Nie chcę spać!
