
Tiffany zauważyła, że kąciki ust pobielały mu z wysiłku. Uwolniony od ciężaru, pokuśtykał do balkonowego okna i wyjrzał na podwórze.
– Bardziej odpowiedni byłby dla ciebie lokal na parterze – zauważyła.
– Naprawdę? To miło, że się o mnie troszczysz – odparł drwiąco, odgarniając włosy z czoła.
– Po prostu stwierdzam fakt. A swoją drogą, po co ci mieszkanie w Bittersweet, tej, twoim zdaniem, zapadłej dziurze?
– Wspominałem ci już o winnicy…
– Owszem, ale wciąż nie rozumiem, po co kupować ziemię akurat tutaj. Dlaczego nie w Kalifornii?
– Ojciec chciałby mieć stałe przedstawicielstwo w Oregonie.
– Jest mnóstwo winnic w Willamette Valley, znacznie bliżej Portland – stwierdziła Tiffany, rozważając w duchu, w jakim stopniu obecność Santinich właśnie tutaj, w jej rodzinnym mieście, wpłynie na życie jej i dzieci. Nie miała wątpliwości co do tego, że nie zechcą zostawić jej w spokoju. Przeprowadziła się do starej rezydencji, którą Philip traktował tylko jako lokatę kapitału, licząc na to, że uczyni z niej swój azyl, że z dala od ludzi z czasem zapomni o traumatycznych przeżyciach, o bólu i poczuciu winy.
– Ojciec uważa, że tutejszy klimat wyjątkowo sprzyja uprawom winorośli. Na północy stanu założył już winnice i…
– Wiem przecież – wpadła mu w słowo, pamiętając aż za dobrze łagodne wzgórza winnic należących do rodziny Santinich.
– Tak jak ci mówiłem, na razie badam teren.
– A przy okazji badasz, jak się sprawuję jako matka dzieci Philipa, potomków waszego klanu – skandowała poirytowana Tiffany.
Odkąd pamiętała, stary Carlo Santini traktował ją jak intruza i osobę z gruntu podejrzaną. Wbił sobie do głowy, że omotała jego syna, ponieważ chciała zawładnąć jego pieniędzmi. Santini nie mogli pojąć, że gdy poznała Philipa, zainteresowała się nim nie dla majątku, ale z powodu jego osobistego czaru, kultury, wykształcenia i staroświeckiej adoracji, jaką umiał jej okazać. Była młodziutka, ufna, a przy tym impulsywna… Była, bo już taka nie jest. Zbyt dużo przeszła, by zachować świeżość spojrzenia młodej dziewczyny i jej naiwność. A co do stanu konta Philipa, to w praktyce okazało się, że wcale nie jest ono takie pokaźne.
