
– Zaczęła od pytań o ciebie – no wiesz, czy się uczysz i czy wszystko u nas w porządku.
– Przecież wczoraj sam u niej byłem.
– Wiem, ale chciała pewne rzeczy uściślić. Ona martwi się o ciebie, Stephen. Ja zresztą też.
– Niepotrzebnie, wszystko jest w porządku.
Gdybyż to była prawda. Bóg jeden wie, jak bardzo Tiffany chciała zaufać synowi.
– Pytała o twoją znajomość z panem Wellsem.
Stephen znieruchomiał z kiścią winogron w ręku, po czym wypluł pestkę do zlewu.
– Wielkie halo. Pracowałem trochę u niego.
– Od pani kurator dowiedziałam się, że policja uważa, iż wiesz coś na temat zniknięcia pana Wellsa, ale nie chcesz nic powiedzieć.
Tiffany uznała podejrzenia policji za absurdalne, co mocno podkreśliła w rozmowie z kuratorką. Isaac Wells zniknął bez śladu ponad miesiąc temu i do tej pory się nie odnalazł. Śledztwo prowadzone przez miejscową policję nie przyniosło rozwiązania zagadki. Starszy pan po prostu się zdematerializował. Tiffany nie miała wątpliwości, że jej syn nie mógłby być zamieszany w nic poważnego. Nastręczał pewnych trudności wychowawczych charakterystycznych dla wieku dojrzewania, i to wszystko. Zamierzała jednak wyjaśnić sprawę do końca.
– Nic nie wiem – burknął Stephen.
– Okazało się, ale pewna osoba, zastrzegająca sobie anonimowość, zeznała, że widziała cię w pobliżu domu Wellsa tego dnia, kiedy zniknął.
– Ktoś mnie widział? – spytał pobladły nagle chłopiec. Tiffany ogarnął niepokój.
– Tak twierdzi policja.
– Ta osoba kłamie. Nie było mnie tam.
– Na pewno?
– Nie wierzysz mi?! – wykrzyknął Stephen i nerwowo oblizał wargi.
– Oczywiście, że ci wierzę, ale…
– Ale co? – przerwał.
– Ty przedstawiasz swoją wersję, a tamta osoba swoją.
– Kto to jest?
– Naprawdę nie wiem. Musisz przyznać, że od dawna ciągnęło cię na farmę starego Isaaca.
