Anglik, wyraźnie oszołomiony, zdobył się tylko na lekkie uniesienie brwi.

– Zaczekaj tu na mnie – rzucił na pozór obojętnie. – Zaraz wracam.

Debora, nerwowo spacerując tam i z powrotem, pilnie obserwowała, jak stanowczym, sprężystym krokiem podchodzi do kierowcy i zagaja rozmowę. Być może nie przypominał szlachetnych rycerzy, którzy z upodobaniem wybawiali dziewice z opresji, niemniej jednak w tym szorstkim mężczyźnie pokładała wszystkie swe nadzieje na ratunek. Jego chłodne, rzeczowe podejście do problemu budziło w niej zaufanie i działało kojąco na rozedrgane nerwy. Gdy wracał, z ledwością powstrzymała się, by nie wybiec mu naprzeciw.

– No i co? – spytała gorączkowo.

– Kierowca nic nie wie. Tak jak podejrzewałem. – Włożył ręce do kieszeni i zmarszczywszy brwi obrzucił Deborę miażdżącym spojrzeniem. – Twoja sytuacja nie rysuje się wesoło. Co zatem masz zamiar zrobić?

– Nie wiem… – odpowiedziała, bezmyślnie obgryzając kciuk. Próbowała skupić myśli, ale przychodziło jej to z trudem. – Mam nadzieję, że kierowca zawiezie mnie do Parangu – podjęła niepewnie. – Ostatecznie widział mój bilet na początku podróży…

– A co będzie potem?

– Potem… Potem może znajdę pracę jako nauczycielka angielskiego – zasugerowała tonem dalekim od optymizmu.

Anglik popatrzył na nią jak na stworzenie z innego świata.

– Powiadasz, w Parangu? – powtórzył za nią złośliwie. – Mam nadzieję, że żartujesz! W takim barbarzyńskim miejscu jak Parang samotna kobieta staje się łatwą zdobyczą. A zwłaszcza dziewczyna bez pieniędzy i pozbawiona krztyny zdrowego rozsądku.

W innych okolicznościach być może poczułaby się obrażona, teraz jednak była zbyt zdenerwowana, by protestować. W dodatku spostrzegła, że jej rozmówca niecierpliwie zerka na zegarek.



10 из 123