
– Śmiem twierdzić, że lunch jest tu najmniejszym problemem – zauważył surowo, widząc jednak, że Debora nerwowo obgryza paznokcie, znów westchnął i dodał: – Posłuchaj, nie ma sensu tak biadolić. Musisz wziąć się w garść i przedsięwziąć jakieś sensowne działania.
Wysiadł z autobusu, a ona podreptała za nim bezradnie, jakby w tym kłopotliwym położeniu był dla niej jedyną deską ratunku.
– Zupełnie nie wiem, co mogłabym zrobić… Nie mam pojęcia… – powtarzała załamującym się głosem.
– Na początku powinnaś jednak porozmawiać z kierowcą – pouczył ją trochę już zniecierpliwionym tonem. – Oczywiście, jeśli mówisz po indonezyjsku.
– Potrafię powiedzieć tylko dzień dobry i do widzenia – wyznała samokrytycznie.
– To w istocie nie na wiele się przyda. – Obrzucił chłodnym, taksującym spojrzeniem stojącą przed nim rozczochraną dziewczynę w pogniecionym, przybrudzonym ubraniu. – Co ty właściwie tu robisz, sama w głuszy? – spytał jakby z wyrzutem. – Takie lekkomyślne, niezorganizowane kobiety w ogóle nie powinny być wypuszczane z Anglii.
– Radziłam sobie doskonale! – zaprzeczyła z godnością, na jaką jeszcze było ją stać.
– I w efekcie znalazłaś się na kompletnym odludziu bez grosza, pozbawiona dokumentów i biletu. Tylko pogratulować! – Zniecierpliwionym gestem przeczesał palcami włosy, zerkając spod oka na zarumienioną ze wstydu dziewczynę.
– No, już dobrze – rzekł pojednawczo. – Porozmawiam z kierowcą.
– Naprawdę? – Na ustach Debory nieoczekiwanie pojawił się promienny uśmiech. – Wielkie dzięki!
Debora nie należała do klasycznych piękności, jednak jej twarz, pełna osobliwego uroku, przykuwała uwagę. Rzadko kto, patrząc w jej oczy – niebieskie jak chabry i tryskające ciepłym humorem – dostrzegał lekko garbaty nosek i nazbyt wydatne usta. Uśmiech dziewczyny miał zaś tę szczególną moc, że czynił jej twarz nadspodziewanie piękną. Tak właśnie wyglądała teraz.
