– Ależ nie – uśmiechnął się filozoficznie. – Po prostu przedziwny zbieg okoliczności. To wszystko.

Przyglądała mu się uważnie, niczego nie pojmując. Miała nadzieję, że za chwilę usłyszy wyjaśnienia, ale on milczał w zadumie.

Nie ośmieliła się mu przeszkodzić, podparła więc głowę rękami i podziwiała wspaniały widok na zieloną dolinę. Widmowa mgła nadal przykrywała baldachim z drzew, filtrując przedzierające się przez nią promienie południowego słońca. Gdzieś z bardzo daleka, z głębi dżungli, dolatywało trochę złowieszcze pohukiwanie ptaka.

– Jak tu pięknie… – Debora rozmarzyła się, na chwilę zapominając o swych przyziemnych kłopotach. Marzenie nadało rysom jej twarzy miękkość, a niebieskim oczom, tak żywo kontrastującym z ciemnobrązowymi włosami, wyraz trochę senny i zamglony. Na ustach błąkał jej się nieśmiały, czarujący uśmiech, który jednak zgasł, gdy tylko spostrzegła, że Gil Hamilton przygląda jej się w dziwnym skupieniu.

– Myślałem, że nie lubisz kontemplować widoków – rzucił jakby od niechcenia.

– Wcale nie powiedziałam, iż nie lubię – odrzekła, posyłając radosny uśmiech kelnerowi, który stawiał przed nią ogromny talerz parującego ryżu. – Powiedziałam tylko, że trudno podziwiać panoramę, gdy ma się głowę zaprzątniętą czymś innym. Dobrze wiesz, jakie mam teraz kłopoty. Postanowiłam właśnie, iż muszę jakoś zarobić pieniądze, by dostać się do naszej ambasady w Dżakarcie.

– Zapomnij o Parangu, jeśli nadal obstajesz przy tym zwariowanym pomyśle – wtrącił tonem nie znoszącym sprzeciwu.

– Ale przecież nie mogę wrócić do Jatipakanu – zaperzyła się. – Właśnie stamtąd uciekłam!

– A cóż tam, na Boga, zbroiłaś?

– Zawsze marzyłam o pojechaniu na Serok – wyjaśniła niespodziewanie radosnym tonem, odkładając na moment sztućce. – To taka dzika, egzotyczna i w pewnym sensie… zmysłowa wyspa. Wydaje mi się, że nikt jej dobrze nie spenetrował. Dowiedziałam się, że w Jatipakanie mogę dostać pracę jako nauczycielka angielskiego, więc wydałam praktycznie wszystkie pieniądze, by tam pojechać.



12 из 123