
Na Gilu Hamiltonie ta chełpliwa opowieść nie zrobiła szczególnego wrażenia. Przynajmniej nie dał tego po sobie poznać.
– Zupełnie nie nadajesz się na samotną turystkę – stwierdził kategorycznie. – Czy naprawdę nazywasz się Debora Clarke?
– Oczywiście! – odparowała urażona, że wziął ją za oszustkę. – Dlaczego miałabym kłamać?
– Kobiety lubią kłamać dla zasady – rzekł szorstko.
– Ale nie ja!
– Wielka szkoda, w przeciwnym bowiem razie doszedłbym do wniosku, że nasze spotkanie było prawdziwym zrządzeniem opatrzności i zaproponowałbym ci pracę. Ale, widzisz, potrzebuję kobiety, która potrafi udawać, kłamać, wcielać się w różne role… Zbytnia prawdomówność stanowi tu poważny szkopuł… – urwał, a jego jasne, przezroczyste jak kryształ oczy spoczęły ż uwagą na roziskrzonych ciekawością oczach Debory. – Doszedłem do wniosku – podjął po krótkim namyśle – że osoba o tak bujnej wyobraźni, która na poczekaniu potrafi wymyślić historię o szpiegu ze mną w roli głównej – uśmiechnął się porozumiewawczo – bez większych trudności wykreuje postać, o którą mi chodzi…
– Ależ świetnie potrafię udawać! – nieoczekiwanie zmieniła front, aby tylko nie stracić okazji na zdobycie pieniędzy.
– Wykonam każde zadanie! – zobowiązała się ochoczo.
Gil zmarszczył brwi.
– Nie uważasz, że rozsądniej by było dowiedzieć się najpierw, na czym to zadanie ma polegać? – Sprawiał wrażenie poirytowanego jej beztroską i brakiem jakiejkolwiek przezorności.
