Praca jednak okazała się zupełnie beznadziejna; ogromne klasy stłoczone w maleńkich pomieszczeniach, i na dobitkę żadnych pomocy poza kawałkiem kredy! Ale nie to było najgorsze. Szybko pojęłam, że moja pensja zależeć będzie od dodatkowych świadczeń na rzecz dyrektora szkoły. Łatwo się było domyślić, o co chodzi. Zerwałam więc kontrakt i wzięłam nogi za pas. Właśnie w ten sposób znalazłam się w autobusie do Parangu.

Na Gilu Hamiltonie ta chełpliwa opowieść nie zrobiła szczególnego wrażenia. Przynajmniej nie dał tego po sobie poznać.

– Zupełnie nie nadajesz się na samotną turystkę – stwierdził kategorycznie. – Czy naprawdę nazywasz się Debora Clarke?

– Oczywiście! – odparowała urażona, że wziął ją za oszustkę. – Dlaczego miałabym kłamać?

– Kobiety lubią kłamać dla zasady – rzekł szorstko.

– Ale nie ja!

– Wielka szkoda, w przeciwnym bowiem razie doszedłbym do wniosku, że nasze spotkanie było prawdziwym zrządzeniem opatrzności i zaproponowałbym ci pracę. Ale, widzisz, potrzebuję kobiety, która potrafi udawać, kłamać, wcielać się w różne role… Zbytnia prawdomówność stanowi tu poważny szkopuł… – urwał, a jego jasne, przezroczyste jak kryształ oczy spoczęły ż uwagą na roziskrzonych ciekawością oczach Debory. – Doszedłem do wniosku – podjął po krótkim namyśle – że osoba o tak bujnej wyobraźni, która na poczekaniu potrafi wymyślić historię o szpiegu ze mną w roli głównej – uśmiechnął się porozumiewawczo – bez większych trudności wykreuje postać, o którą mi chodzi…

– Ależ świetnie potrafię udawać! – nieoczekiwanie zmieniła front, aby tylko nie stracić okazji na zdobycie pieniędzy.

– Wykonam każde zadanie! – zobowiązała się ochoczo.

Gil zmarszczył brwi.

– Nie uważasz, że rozsądniej by było dowiedzieć się najpierw, na czym to zadanie ma polegać? – Sprawiał wrażenie poirytowanego jej beztroską i brakiem jakiejkolwiek przezorności.



13 из 123