– Jeśli przestaniesz wreszcie mi przerywać, może w końcu zdołam ci to wytłumaczyć. – Zmarszczył brwi i podjął nie dokończoną opowieść:

– Usiłowałem ci wyjaśnić, że pracowało nam się z Pascalem dobrze, dopóki nie pojawiła się Sylvie. Pascal większość czasu spędza na budowie, natomiast ja zajmuję się kontaktami z rządem i całą robotą papierkową. Chcieliśmy oszczędzić pieniądze, więc nie sprowadziliśmy sekretarki z Londynu. Ostatnio jednak nastąpiło takie spiętrzenie prac w związku z przygotowywaniem oferty na drugi etap budowy, że Sylvie postanowiła nam pomóc…

Debora miała w głowie zamęt. Narzeczona? Jaka narzeczona? – w kółko powtarzała w myślach. Chciałaby dowiedzieć się czegoś więcej, tymczasem Gil mówił zupełnie nie na temat. Zrobiła wysiłek, by z dalekich przestworzy nieokiełznanej wyobraźni powrócić do jego opowieści i udało jej się nawet zrozumieć sens ostatnich słów.

– I co w tym zdrożnego? – spytała.

– Absolutnie nic, gdyby nie zechciała być pomocną ponad miarę. – Westchnął ciężko. – Pascal często wyjeżdżał w teren na kilka dni, a wtedy Sylvie dłużej zostawała w biurze, potem zaczęła pod różnymi pretekstami wpadać do mojego domku… Zapraszała mnie na kolacje… – Popatrzył w zamyśleniu na dolinę. – W końcu to stało się żenujące…

– Chcesz powiedzieć, że ona ma na ciebie chrapkę? – wypaliła bez zastanowienia.

– Nie ująłbym tego w sposób tak trywialny, ale, powiedzmy, coś w tym rodzaju. Oczywiście, znajduję się w sytuacji wielce niezręcznej. Nie mogę przecież zachowywać się impertynencko, ani nawet dać do zrozumienia, że domyślam się, o co jej chodzi… Pascal jest moim przyjacielem i wspólnikiem. Teraz nasza firma przeżywa przełomowy moment i taka niezręczna sprawa, jeślibym oczywiście zechciał ją wyjaśniać, mogłaby fatalnie zaważyć na naszej współpracy.



18 из 123