– I jak postąpiłeś? – spytała Debora, podejrzewając, że Sylvie musi być osobą bardzo pewną swoich wdzięków, skoro odważyła się prowokować mężczyznę tak sztywnego i zasadniczego jak Gil.

– Zacząłem dużo rozprawiać o swojej narzeczonej – odparł. – O wiele więcej, niż mówiłbym w normalnych okolicznościach. Ona jest doskonałą sekretarką, tak że w końcu wpadłem na pomysł, by zaraz ją poślubić i przywieźć z Londynu, gdy będę wracał z konferencji. Pomysł wydawał mi się doskonały, tym bardziej że moja narzeczona mogłaby wykorzystać tu swe zawodowe umiejętności i pomóc w pracy biurowej. Sylvie nie miałaby więc pretekstu, by cały dzień siedzieć ze mną w biurze. Sprowadzenie zawodowej sekretarki z Londynu wymagałoby załatwienia dla niej oddzielnego mieszkania i różnych innych formalności… – I dodał po chwili namysłu: – Będę w Terawati jeszcze tylko trzy miesiące, niezależnie od tego, czy podpiszemy ten kontrakt. A jeśli tak się stanie, to zostawię tu samego Pascala. Moja narzeczona nie musiałaby więc siedzieć tu zbyt długo…

– Odnoszę wrażenie, że to bardzo wyrachowany powód ożenku – stwierdziła Debora ze zwykłą dla siebie szczerością.

– Obydwoje mamy praktyczny stosunek do życia – powiedział z niezmąconym spokojem. – Na szczęście Debbie, podobnie jak ja, nie ulega romantycznym porywom.

– Debbie? – spytała Debora głuchym głosem.

– Ma na imię Debra, ale zwykle nazywam ją Debbie.

– Co za zbieg okoliczności! – zawołała.

– Większy, niż podejrzewasz. Nie wiem, jaką pisownię ma twoje nazwisko, ale jej brzmi tak samo: Debra Clark. Bez wątpienia rozumiesz już, o co mi chodzi.

– Prawdopodobnie nie grzeszę nadmierną inteligencją, ale niestety nie. – O dziwo, była zazdrosna o nieznajomą Debbie, o której Gil wyrażał się z takim uznaniem. Nie mogła powstrzymać się od komentarza: – Dlaczego więc Debbie, skoro jest osobą tak praktyczną, nie przyjedzie sama, żeby cię wybawić z opresji?



19 из 123