
Gil odwrócił wzrok i spojrzał w przestrzeń, jakby trochę zakłopotany.
– Oczywiście napisałem do niej w tej sprawie, zanim udałem się do Londynu – powiedział półgłosem. – Już kilkakrotnie odkładaliśmy ślub ze względu na różne nie sprzyjające okoliczności. Przypuszczałem, że jako dziewczyna praktyczna i przezorna zrozumie, iż nadszedł właściwy moment.
– Widocznie twoja narzeczona inaczej zapatruje się na te sprawy – powiedziała Debora z dużą pewnością siebie. Rzadko którą bowiem kobietę satysfakcjonowałby ślub zawierany wyłącznie ze względów praktycznych. Ale gdyby go kochała… czyż nie wyszłaby za niego za mąż bez względu na okoliczności?
– Powiedziała mi, że potrzebuje więcej czasu na przygotowanie wesela – wyjaśnił Gil, o dziwo, powątpiewającym tonem. – Poza tym fotografie obozu w Terawati chyba ją nieco wystraszyły. Stwierdziła, że woli trzymać się naszego pierwotnego planu i kupić najpierw dom w Londynie, który służyłby nam jako baza między podróżami.
Debora zerknęła na Gila w zamyśleniu. Zastanawiała się, czy bardzo zabolała go odmowa Debbie. Jego spokojna, chłodna twarz zdawała się nie wyrażać żadnych emocji.
– A więc ona nie przyjedzie? – spytała z wyraźnym zaciekawieniem.
– Nie. – W końcu Gil powrócił wzrokiem z dalekich przestrzeni i spojrzał Deborze prosto w oczy. – Wszyscy spodziewają się, że przyjadę ze świeżo poślubioną żoną… Oczywiście, mogę coś zmyślić, nie rozwiąże to jednak problemu Sylvie… Doszedłem zatem do wniosku, że ty mogłabyś przyjechać ze mną… Nikt nie zna prawdziwej Debry Clark. Przedstawiłbym cię jako swoją żonę. Oczywiście musiałabyś pracować jako sekretarka. Byłby to, rzecz jasna, układ czysto formalny. Dobrze ci zapłacę, tak że za trzy miesiące będziesz mogła z powodzeniem pojechać sobie do Dżakarty, a nawet dalej.
Deborę ogarnęła trema. Zastanawiała się, czy powinna skorzystać z takiej podejrzanej, być może zwodniczej oferty. Jak ułożą się ich stosunki, gdy będą widywać się codziennie, pracować obok siebie, a może i spać razem? Twarz Gila wzbudzała co prawda zaufanie, ale nie powinna chyba brać wszystkich jego słów na serio…
