
– To by wyjaśniało, dlaczego nie masz żadnych przyzwoitych rzeczy – zgodził się skwapliwie. – Musisz jednak doprowadzić się do porządku, zanim wyruszymy. Nikt, kto cię zobaczy w takim stanie, nie uwierzy, że jesteś moją żoną!
– O co ci chodzi? – warknęła.
– Nie muszę cię chyba przekonywać, że wyglądasz okropnie!
Debora z wściekłością porwała plecak i obrażona pomaszerowała do restauracji.
Co on sobie myśli? Na pewno nie wyglądam aż tak źle! Utyskując pod nosem, skierowała się na zaplecze, gdzie kelner wskazał jej pomieszczenie udające łazienkę.
Nalała wody do miski i spojrzała w maleńkie popękane lusterko wiszące na ścianie. Zamarła z przerażenia. Nic dziwnego, że Gil nie prawił jej komplementów. Włosy miała kompletnie potargane; warkocz rozplótł się, a rozwichrzone kosmyki sterczały wokół szarej, brudnej, spoconej twarzy. Była to twarz niechlujnego kopciuszka. Ręce również miała brudne i na dodatek zniszczone. Wyszorowała je mocno w zimnej wodzie, a potem umyła twarz i czesała swe gęste, ciemne włosy tak długo, aż opadły miękkimi falami na ramiona. Na koniec przebrała się w sukienkę – jedyną, jaką posiadała -o luźnym kroju, z obniżoną talią i dwiema naszywanymi kieszeniami. Sukienka była wygodna, przewiewna, a niebieski kolor podkreślał barwę jej oczu. Wygładziła ją nieco nerwowym ruchem i pełna tremy wyszła przed restaurację w poszukiwaniu Gila.
Siedział przy stole i w zamyśleniu kontemplował filiżankę do kawy. Nieoczekiwanie uniósł wzrok i spojrzał na Deborę, instynktownie wyczuwając jej obecność.
– Wielki Boże! – To był bez wątpienia okrzyk podziwu. – Wyglądasz zupełnie inaczej – dodał już stonowanym głosem, jakby w porę się opamiętał.
Debora niepewnym ruchem dotknęła swojej nowej fryzury.
– Może tak być? – Okręciła się przed nim z zakłopotaniem.
Niebieska sukienka zafurkotała wokół jej długich, smukłych nóg, a kaskada lśniących włosów poruszyła się kokieteryjnie na jej ramionach.
