
Debora zrobiła urażoną minę.
– Ja też jestem kobieca – próbowała się bronić.
– Nie zauważyłem, byś przywiązywała wagę do swego wyglądu. – Znów nagannym spojrzeniem obrzucił jej strój. – Debbie bardzo o siebie dba. Wszystko ma schludne, uporządkowane… Dzięki tym cechom jest doskonałą sekretarką.
Debora z zagniewaną miną wyglądała przez okno. Droga była wąska, wyboista, po obu stronach porośnięta bujną roślinnością. Krople porannego deszczu nadal drżały na liściach i gałązkach.
– Mam nadzieję, że przez najbliższe trzy miesiące nie będę musiała udawać, iż jestem dokładnie taka sama jak Debbie – powiedziała w końcu posępnym, zrezygnowanym tonem.
– Nie sądzę, żeby ci się to kiedykolwiek udało – odparował. – Na szczęście moi współpracownicy wiedzą o niej jedynie to, że jest wyśmienitą sekretarką.
– Jak się poznaliście? – spytała.
– Była moją sekretarką, nim przystąpiłem do spółki z Pascalem. Zgodziliśmy się obydwoje, że na razie będzie rozsądniej, jeśli ona pozostanie w Londynie. Teraz pracuje w City.
Rozsądnie! – Debora zżymała się w duchu. Czyżby nigdy nie słyszeli o szalonych, gwałtownych namiętnościach? Och, gdyby ona spotkała kogoś, z kim chciałaby spędzić resztę życia, z całą pewnością nie czekałaby ze ślubem! Debbie rzeczywiście musiała być kobietą zupełnie innego rodzaju. Gil wspomniał, że potrzebowała czasu na przygotowanie wesela… To wszystko wyglądało osobliwie…
– Od jak dawna się znacie? – spytała.
– Około trzech lat.
– Trzy lata? – zdziwiła się. Wszak był to ogrom czasu na podjęcie decyzji o małżeństwie.
– Niektórzy ludzie kroczą przez życie wolno, metodycznie, ale za to robią wszystko jak należy – powiedział z naciskiem.
– Można tak długo zastanawiać się nad tym, co należy zrobić, a czego nie należy, że w końcu nie zrobi się nic – zawyrokowała.
– Nie musisz filozofować – powiedział z lodowatym wyrazem twarzy. – Wystarczy, jeśli będziesz właściwie wykonywać swoją pracę.
