
Mijając autobus, zerknął nań nieobecnym wzrokiem i nawet jeśli zauważył potarganą dziewczynę w oknie, niczego nie dał po sobie poznać. Debora rozczarowana kompletnym zlekceważeniem jej osoby, pocieszyła się myślą, że nieznajomy borykał się właśnie z jakimś poważnym problemem, bo jego ciemne brwi były ściągnięte w ponurą linię, a wyraz twarzy całkiem nieobecny, gdy otwierał bagażnik samochodu i wyjmował z niego teczkę. Z uwagą śledziła jego wyważone, metodyczne ruchy. Wyczuwała w tym mężczyźnie pewien rodzaj skupionej siły, który zawsze jej imponował, wewnętrzną równowagę i dojrzałą samodzielność. Na ogół cechy te charakteryzowały mężczyzn starszych, ten zaś nie wyglądał na więcej niż trzydzieści pięć lat.
Zastanawiała się, co też mógł tu porabiać. Nieskazitelnie biała, wykrochmalona koszula z krótkim rękawem i ciemne spodnie nie przypominały wakacyjnego stroju. Poza tym był zbyt poważny, zbyt zaaferowany… Na wakacjach nawet Anglicy prezentowali się mniej urzędowo. Właściwie mógłby być lekarzem, pomyślała. Miał jakże charakterystyczny dla lekarzy wygląd człowieka budzącego zaufanie. Wytężyła wzrok, ale nigdzie w samochodzie nie dostrzegła śladu lekarskiej torty. Z niejasnych przyczyn wykluczyła możliwość, że był zwykłym urzędnikiem lub biznesmenem. Po prostu coś nie pasowało. Nie wyglądał również na dyplomatę, chyba że wypełniał jakąś tajną, specjalną misję… Ten pomysł od razu jej się spodobał. Oczywiście, że mógł być szpiegiem! – ucieszyła ją przenikliwość własnego umysłu. Nieugiętość, opanowanie, samokontrola, ledwie uchwytny władczy rys… Wszystko pasowało jak ulał do tej koncepcji. Nawet chłodna rezerwa i dyskrecja.
Gdy z rosnącym zainteresowaniem Debora zastanawiała się nad ewentualnym celem jego tajnej misji, mężczyzna spojrzał na zegarek i z trzaskiem zamknął bagażnik.
