
– Czy coś się stało? – spytał głosem tak zimnym i twardym jak jego spojrzenie.
– Nie – odparła nieco zaskoczona, a jednocześnie zadowolona, że znów intuicja jej nie zawiodła. Mężczyzna był rodowitym Anglikiem. Akcent miał tak samo nienaganny, jak powierzchowność.
– Dlaczego więc tak natarczywie mi się pani przygląda? – spytał niezbyt uprzejmym tonem. – Czy otwieranie bagażnika jest czynnością szczególnie fascynującą?
Inna dziewczyna prawdopodobnie usiłowałaby zaprzeczać, że w ogóle go obserwowała – ale nie Debora.
– Staram się oderwać myśli od jedzenia – wyznała bezceremonialnie.
– Wątpię, by patrzenie na mnie mogło tu w czymś pomóc – powiedział cierpko. – Powinna pani skoncentrować się na widokach.
– Ludzie na ogół są bardziej interesujący niż widoki – rzuciła z werwą. – Gdy skupiłam myśli wokół pańskiej osoby, natychmiast zapomniałam o lunchu. Od razu zgadłam, że jest pan Anglikiem – dodała triumfalnie – i właśnie zastanawiałam się, co pan tu robi…
– I do jakich wniosków pani doszła, jeśli można wiedzieć?
Potargany warkocz Debory zawisł w powietrzu, gdy z tajemniczą miną pochyliła się do przodu i powiedziała konfidencjonalnym szeptem:
– Pomyślałam, że być może wykonuje pan tu specjalną misję… – Potarła czubek nosa w znanym żartobliwym geście, a jej oczy płonęły wesołością.
Mężczyzna jednak nie podzielał jej rozbawienia.
– Z przykrością muszę panią rozczarować – odrzekł z nutą sarkazmu w głosie – ale jestem tylko zwykłym inżynierem.
