– Nie panikuj! Tylko bez paniki – powtarzała sobie głośno, ale zaklęcie nie skutkowało. W torbie miała wszystkie pieniądze, paszport, bilet lotniczy do Australii… Cały swój majątek.

Nagle olśniła ją myśl: kierowca! Może ktoś zwrócił mu torbę? I nim zdążyła się nad tym zastanowić, jak oszalała wyskoczyła z autobusu. W tym samym momencie samochód Anglika ruszył z parkingu.

Debora upadła prosto na bagażnik, dotkliwie tłukąc sobie kolano. Tylko refleks kierowcy i dobry stan hamulców pojazdu ustrzegły ją od poważniejszych obrażeń.

– Co za lekkomyślność! – Anglik wypadł jak burza zza kierownicy i pomógł swej ofierze wstać. – Nic ci nie jest? – spytał, porzucając w jednej chwili konwenanse.

– Chyba nie… – Debora wyglądała na bardziej przerażoną wyrazem zimnej wściekłości w jego oczach niż całym wypadkiem.

– Masz zatem szczęście, choć wcale na nie nie zasługujesz – syknął i nieoczekiwanie puścił jej rękę; zachwiała się na niepewnych nogach i znów wsparła o maskę samochodu. Jak przez szybę docierały do niej dalsze drwiące słowa mężczyzny: – Szukasz śmierci? – indagował bezlitośnie. – A może rzucając się pod mój samochód, chciałaś odwrócić myśli od jedzenia, co?

– Nie zauważyłam samochodu – wybełkotała, rozmasowując kolano.

– Bo w ogóle nie patrzyłaś! – W jego głosie brzmiała ledwie powstrzymywana pasja. – Dlaczego, na Boga, nie wysiadasz z autobusu jak normalny człowiek?!

– Zginęła mi torba – usprawiedliwiła się nieprzytomnym głosem, z nagła uświadamiając sobie pierwotną przyczynę zdenerwowania. Usiłowała stanąć prosto i zrobić krok do przodu, ponieważ dostrzegła wśród gromadki gapiów kierowcę autobusu. Powinna przynajmniej spytać go o torbę…



6 из 123