Anglik przyglądał się jej niezbornym ruchom z narastającą irytacją.

– Przed chwilą mogłaś stracić o wiele więcej niż torbę – powiedział jadowitym tonem, wbijając twardy wzrok w jej przerażone niebieskie oczy. – Jesteś absolutnie pewna, że nie ma jej w autobusie? – spytał szorstko, jakby zły na samego siebie, że dał się złapać na kobiecą bezradność.

– Tak… To znaczy, nie znalazłam jej w miejscu, gdzie ją położyłam…

Mocno chwycił ją za ramię.

– Uspokój się! – nakazał twardym tonem, co przyniosło znacznie lepszy efekt niż współczucie. Debora chwyciła głęboki oddech i spojrzała na niego z ufnością. – Tak już lepiej – powiedział po chwili. – Biegając w koło jak wariatka, niczego nie rozwiążesz. A właściwie, dokąd tak pędziłaś?

– Pomyślałam, że może kierowca coś wie… Może ktoś zwrócił mu torbę, którą wziął przypadkiem…

– To bardzo mało prawdopodobne – uśmiechnął się z przekąsem.

– Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.

– No, tak – westchnął z politowaniem. – Lepiej zrobię, jeśli wszystko sprawdzę sam. Pokaż mi, proszę, gdzie siedziałaś.

Powinna się właściwie obruszyć na jego szorstkie zachowanie, wyczuwała jednak, że mimo wszystko usiłował jej pomóc. Posłusznie weszła więc za nim do autobusu, opisała torbę i wskazała odpowiednie miejsce na półce.

Po dokonaniu oględzin chrząknął znacząco i powiedział:

– A zatem powinnaś zauważyć, jeśli ktoś zdejmowałby torbę z półki…

– Tak, ale przez większość podróży spałam – wyjaśniła. – A poza tym i tak niewiele bym widziała z powodu kurcząt.

– Kurcząt? – Popatrzył na nią, jakby całkiem straciła rozum.

– Kobieta, która siedziała obok mnie, wiozła ogromny kosz z pisklętami. O, popatrz! – Podniosła z podłogi pióro na dowód, że mówi prawdę.

– Rozumiem – znów westchnął. – No cóż, twojej torby nigdzie nie widzę. Oczywiście, można porozmawiać z kierowcą, ale sądzę, iż to niewiele da. Będziesz musiała pogodzić się z jej utratą. Mam nadzieję, że nie miałaś tam nic cennego?



7 из 123