– I pomyśleć, jeden z Ludzi Lodu znowu przybył do naszej parafii! O, a my myśleliśmy, że już wszyscy wymarli, że to koniec! Ach, witaj, panie, witaj jak najserdeczniej! Ale widzę, że i ty nosisz ich piętno?

– Tak. Jestem obciążony, ale nie należę do tych złych.

– Chyba nie. Sam Paladin też zły nie był, no, może na początku, ale później był dobry. Teraz widzę, że ty jesteś kim innym, nie jesteś tak bardzo do niego podobny.

– Tylko te niesamowite rysy – uśmiechnął się Heike. – No i barki.

– Tak. Chyba tak.

– A kim ty jesteś?

– Nazywam się Eirik i służyłem w Elistrand za czasów pana Jona. Za czasów pana Ulfa też, ale pani Tora to było okropne babsko, nie mogliśmy dojść do porozumienia, więc na starość przeszedłem na swoje. Jestem teraz na dożywociu w mojej komorniczej zagrodzie.

– Rozumiem. A kto mieszka w Elistrand?

Stary spochmurniał.

– Ach, mój panie, nic teraz w naszej parafii nie jest takie, jak powinno być! Wszystko się zmieniło od czasu kiedy pani Ingrid, a po niej pan Tark i jego śliczna żona, Elisabet, pomarli. W Elistrand siedzi teraz państwowy urzędnik. Niby powinno być dobrze, ale gdzie tam! On uważa, że jest właścicielem dworu i wszystko do niego należy. A w Grgstensholm… – Eirik zniżył głos. – W Grastensholm to siedzi sam diabeł! Dostał się tam bezprawnie, cała okolica o tym szepcze. Ale przecież nie było nikogo, kto mógłby się dworem zająć.

– Teraz ja tutaj jestem – powiedział Heike, spoglądając ponuro w stronę Grastensholm. – Powiadasz zatem, że w Norwegii nie ma już nikogo z potomków Ludzi Lodu?

Stary pochylił się ku niemu i oświadczył szeptem:

– Tego nikt nie wie. Tarkowie mieli przecież córkę. Ale ona zniknęła.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Ludzie gadają, że ktoś ją widział. Tam wysoko, w lasach. Zeszłego roku.

Wskazał dyskretnie na wzgórza, rozglądając się, czy ktoś ich przypadkiem nie widzi. Heike spojrzał w tamtą stronę.



5 из 189