
– Chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej – powiedział. – Czy mógłbym pojechać z tobą do twojej zagrody? Myślę, że teraz jeszcze nie powinienem pokazywać się intruzom w Grastensholm i Elistrand. Najpierw muszę dokładnie zapoznać się z sytuacją.
– Czuj się zaproszony do mojego skromnego domu – oświadczył Eirik uroczyście. – Tylko że to ubogie miejsce.
Heike uśmiechnął się najserdeczniej jak umiał.
– Możesz mi wierzyć, ja wiem, co to ubóstwo. Zanim jednak zrobię cokolwiek w sprawie odzyskania dworów, muszę zacząć od rzeczy najważniejszej: ustalić, czy córka Elisabet i Vemunda żyje.
– Teraz widzę, że jesteś prawdziwym synem Ludzi Lodu! – zawołał radośnie Eirik. – Najpierw człowiek, a dopiero potem majątek! Tak, gdyby ci się udało odnaleźć naszą kochaną panienkę, sprawiłbyś wielką radość wszystkim ludziom w okolicy. Bo to okropne, że ktoś tak po prostu ginie.
– Tak – potwierdził Heike, który akurat to uczucie znał bardzo dobrze. – To jest najgorsze ze wszystkiego.
Na imię miała Vinga.
Została tak nazwana na pamiątkę najsilniejszej osobowości wśród Ludzi Lodu, Villemo. Jej domem było Elistrand, ale teraz nie mogła tam mieszkać.
Nikt też nie wiedział, gdzie się podziewa. To była jej tajemnica.
Odkryła w lasach opuszczoną zagrodę komorniczą. Tę zagrodę, którą przed dwustu laty Rosa dostała od Tengela i Silje. Od czasu kiedy wnuczka tamtych dwojga, Elisa, wyszła za mąż za Ulvhedina i przeniosła się do Elistrand, nikt w leśnej chacie nie mieszkał. Przez sto lat stała pusta.
Zabudowania były w ruinie, lecz Vinga zdołała jedną izbę doprowadzić do stanu używalności. Musiała wielką miotłą usunąć zbutwiałe kawałki drewna, które odpadły od sufitu, wyrzucić zniszczone sprzęty i wszelkie inne graty. Poza tym podparła niebezpiecznie wygięty sufit brzozowymi palikami, które sama wycięła jakąś starą, tępą siekierą znalezioną w obejściu. Niestety, wciąż musiała reperować swoją siedzibę, bo dach w różnych miejscach groził zawaleniem albo przeciekał. Ale co najmniej połowa dużej izby nadawała się w końcu do zamieszkania.
