
Zimne, świńskie oczka obracały się jak u starej żaby. Nazywał się pan Snivel i był jakąś ważną państwową figurą.
„Ja i parobek możemy pracować”.
„Parobek nie dostaje zapłaty od śmierci twoich rodziców, jak powiada. Poszukał sobie innej służby”.
U mnie – powinien był dodać szanowny pan Snivel, ale tego nie zrobił.
„Teraz całe Elistrand pójdzie pod młotek”.
Elistrand! Ukochane Elistrand Villemo i całej rodziny!
„W takim razie przeniosę się do Grastensholm”.
Tamten uśmiechnął się z wyższością, złośliwie.
„Odkąd pani Ingrid umarła, nikt nie rościł pretensji do Grastensholm, Vingo. Korona ma inne plany wobec tego dworu”.
W tym miejscu Snivel powinien był wyjaśnić: Grastensholm obiecano mnie, ponieważ nie ma prawowitych właścicieli. A kiedy przyjdzie co do czego, to Elistrand kupi mój bratanek, bo licytacja będzie jedynie farsą.
Pan Snivel jednak rozsądnie to przemilczał.
Vinga była zrozpaczona.
„Ale ja powinnam doglądać Grastensholm, dopóki nie zgłosi się któryś z moich krewnych”.
„Z tego, co wiemy, nie ma żadnych spadkobierców Grastensholm. A poza tym jak byś ty, młoda dziewczyna, dała sobie radę z takim dużym dworem? Ty, która nie poradziłaś sobie nawet z Elistrand?”
„Ja umiem pracować. Ale nikt mi nie wytłumaczył, jak prowadzić interesy”.
No i bardzo dobrze, jeśli o mnie chodzi, pomyślał Snivel i uśmiechnął się szyderczo.
„Niech będzie. Skoro tak, to zamieszkam w Lipowej Alei. To był pierwszy majątek mojej rodziny”.
„Lipowa Aleja została wydzierżawiona, wiesz o tym dobrze, a my nie widzimy powodu, aby zrywać umowę dzierżawną”. Pochylił się ku niej. „Musisz spojrzeć prawdzie w oczy, dziewczyno! Jesteś sama! Zostałaś sama na świecie!”
Sama… Sama na świecie! Te słowa miały dźwięczeć jej w uszach przez wszystkie następne lata.
Snivel znowu pochylił się do przodu. „Ale pomyśleliśmy i o tobie, Vingo. Nie jesteśmy bez serca, znaleźliśmy ci dobre miejsce. U madame Fleden, niedaleko Christianii. To będzie twój przyszły dom”.
