Od tej chwili będzie uważać. W każdym razie demonek okazał się inteligentny, potrafił łączyć jedno z drugim.

Nadała mu już imię. Nazwała go Tamlin, po bohaterze szkockiej legendy. Niestety, Vanja dość nieszczęśliwie wybrała wzór dla swego ulubieńca. Szkocki Tamlin wywodził się bowiem z rodu elfów i odbierał dziewictwo wszystkim młodym dziewczętom, które zabłąkały się w jego lesie. O tym jednak Vanja nie wiedziała. Uważała, że lepszego imienia nie mogłaby wymyślić dla swojego demonka.

Tamlin za wszelką cenę chciał wydostać się na pozostałe pokoje. Dziewczynka nie pozwalała mu na to, bo przecież ktoś mógłby go zobaczyć. Szczęśliwie na razie do tego nie doszło. Gdy mama Agneta lub ktoś inny z rodziny wchodził do pokoju Vanji, Tamlin zawsze zdążył się ukryć, poruszał się zwinniej od jaszczurki.

Rzecz jasna kilkakrotnie udało mu się wyślizgnąć z pokoju razem z Vanją! Dziewczynka chodziła wtedy po domu i cała spięta szukała go, aż inni pytali, co też takiego ważnego jej zginęło albo czy coś się stało.

Owszem, zgubiłam mojego małego demona, miała na końcu języka, ale nic nie powiedziała.

I za każdym razem, gdy zrozpaczona wracała do swego pokoju, dostrzegała na podłodze jakieś błyskawiczne poruszenie i zanim zdążyła zamknąć za sobą drzwi, mały siedział już na swym ulubionym miejscu, na jej biurku, i zaśmiewał się w głos.

– A więc mimo wszystko dobrze ci u mnie – cieszyła się dziewczynka. – Ty mały nicponiu!

Raz jednak zdarzyło się, że Tamlin podczas jednej ze swych zakazanych wypraw z Vanją natknął się na Henninga i Agnetę.

Vanja ze strachu skamieniała.

– Co się z tobą dzieje? – dopytywał się Henning. – Dlaczego stanęłaś jak wryta?



12 из 190