Tworzyli zaiste niezwykłą parę. Jedno było chodzącą dobrocią, drugie – samym złem. Ale jakoś potrafili dogadać się ze sobą, bo zgodnie z własnym życzeniem mogli rozwijać w sobie te cechy tak, jak tego chcieli.

Zrazu rodzinę Vanji bawił jej radosny zapał. Dziewczynka większość czasu spędzała w domu, zabawy z innymi dziećmi nie obchodziły ją tak jak kiedyś.

– Czy ty rozumiesz cokolwiek z tego, co się z nią dzieje? – śmiała się pewnego dnia Agneta, kiedy Vanja poszła do siebie z książką pod pachą. – Ogromnie interesują ją demony. Czyta wszystko, co tylko wpadnie jej na ten temat w ręce.

– Demony – parsknął Henning. – Może zbyt wcześnie opowiedzieliśmy jej historię Ludzi Lodu, ale przecież wszystkie dzieci w rodzie otrzymują ją wraz z mlekiem matki.

– Bardzo ją to zaciekawiło, nalegała, by resztę mogła przeczytać sama. Najwyraźniej też to zrobiła. A teraz, o ile dobrze rozumiem, chce dowiedzieć się czegoś więcej o demonach Tuli.

– Tak. Dziwne dziecko. Nie jest wcale taka, na jaką wygląda. Nie jest małą, kruchą figurką z porcelany. O, idą nareszcie Voldenowie, możemy więc rozpocząć twoje urodzinowe przyjęcie.

– Stół już nakryty, jestem gotowa na przyjmowanie podarunków – uśmiechnęła się Agneta.

Wszystko układało się jak najlepiej między Henningiem a jego drugą żoną, która szukała u niego ratunku przed laty, kiedy spodziewała się dziecka. To właściwie on prosił, by pozwoliła mu się sobą zająć. Zgodziła się i nigdy potem tego nie żałowała. Z przyjaźni i zrozumienia narodziła się miłość.

Kiedy wszyscy usadowili się już przy stole w salonie czekając, aż pieczeń się przyrumieni, Henning ze wzrokiem utkwionym w odświętnie nakryty stół w sąsiadującej z salonem jadalni powiedział w roztargnieniu:



16 из 190