
– Dziś w nocy męczył mnie straszny sen.
– Zwykle nie miewasz koszmarów – serdecznie zainteresowała się Agneta. – Ale sny i tak nic nie znaczą.
– Owszem – odparł Henning powoli. – Ten był jakiś… inny.
– Jak to inny?
– Dotyczył Tengela Złego.
– Oooch! Ale czy to właściwie nie dość naturalne, że wam, Ludziom Lodu, śni się ten, którego najbardziej się boicie?
– On był tutaj – ciągnął Henning zatopiony w myślach. – A mimo wszystko nie tu.
– Chcesz powiedzieć, że nawiedził cię jego duch? – dopytywał się Viljar.
– Nieee – z wahaniem odparł syn. – To nie był jego duch, a mimo to czułem się… obserwowany.
– Wiesz, ojcze – wtrąciła się Benedikte, trzymająca na kolanach małego Andre. – Ja też ostatnio miałam takie wrażenie.
Henning gwałtownie odwrócił głowę w jej stronę.
– Naprawdę? Ty? To bardzo ważne, ty przecież należysz do dotkniętych i jesteś wrażliwsza od nas wszystkich. Opowiedz, jak to było.
– Nie mam właściwie co opowiadać. Śni mi się jakiś straszny, niewyraźny sen, w którym ochrypły głos zadaje mi pytania. Nie potrafię dobrze go zapamiętać. Sądzę tylko… Uważam, że powinniśmy… mieć się na baczności.
– To prawda – przyznała Malin. – Muszę powtórzyć to samo, co wy: czasami budzę się zdjęta dziwnym lękiem, bo śni mi się, że ktoś mnie obserwuje.
– I ty także? – zdumiał się Henning. – Ale przecież ty tu nie mieszkasz.
– To widocznie nie ma znaczenia. Christoffer także zaczął narzekać na koszmary, a on przecież jest takim trzeźwo myślącym chłopcem.
– Tak – powiedział Christoffer. – Wydaje mi się, że w tych snach widzę kogoś. I odpowiadam. Ktoś chce się dowiedzieć, co robię. I co myślę o tym czy o tamtym. Może nie brzmi to szczególnie strasznie, ale takie naprawdę jest!
Viljar zamyślił się.
– Kiedy tak o tym mówicie… Ale to nie jest Tengel Zły! To coś o wiele… mniejszego.
Pozostali w milczeniu pokiwali głowami.
