
– A ja mimo wszystko mam wrażenie, że to Tengel Zły się za tym kryje – oświadczył Henning.
Agneta wyprostowała się.
– Najwyraźniej koszmary dręczą tylko was z Ludzi Lodu.
– Uff, mam nadzieję, że przynajmniej Andre nic nie zakłóca snu – zadrżała Benedikte, tuląc chłopca do siebie.
– On zawsze śpi bardzo spokojnie. Ale co z Vanją?
– A tak w ogóle to gdzie ona jest? – spytała Belinda słabym, ochrypłym ze starości głosem. Siedziała skulona w kącie kanapy jak przeżytek z dawnych czasów.
– Vanja? Przypuszczam, że w swoim pokoju – odparł Henning. – Spędza tam bardzo wiele czasu. Odrabia lekcje.
– Znów wróciła do zabawy lalkami – uśmiechnęła się matka dziewczynki, Agneta. – Nigdy nie widziałam, by kiedykolwiek utrzymywała taki porządek jak teraz w lalczynych fidrygałkach. Pierze pościel i szyje ubranka jak prawdziwa mała mama.
– Tak, i zajmuje się tym już od dość dawna – zaśmiała się Benedikte.
– To prawda, od ładnych kilku miesięcy. Czy ona nie czuje się samotna?
– Raczej nie – odparła Agneta. – Ma wiele koleżanek z tej samej klasy, razem chodzą do szkoły i wracają do domu. Bawi się z nimi, kiedy przychodzą i pytają o nią. Ale to prawda, że lubi przesiadywać u siebie w pokoju i czytać albo bawić się lalkami. I nigdy nie zaprasza swoich małych przyjaciółek do domu.
Benedikte wstała.
– Pójdę ją zawołać, powinna być dzisiaj z nami.
– Tak, obiad już gotowy, siadajmy da stołu! – zaprosiła Agneta.
– Pochłonęła ją pewnie książka o demonach – wesoło zawołał Henning za Benedikte. – Co z tego dziecka wyrośnie?
Benedikte wkrótce do nich dołączyła.
– Vanja zaraz przyjdzie. Rzeczywiście siedziała przy biurku i na głos czytała z książki. Zerwała się, kiedy weszłam. Powtórzę to samo, co ty, ojcze: Co z tego dziecka…
– Lekcje, lalki i demony! Co za mieszanka! – śmiał się w głos Per Volden, mąż Malin.
– Z której lekcje stanowią zdecydowanie najmniejszą część – wtrąciła Agneta. – W każdym razie sądząc po wynikach, jakie osiąga w szkole.
