Tak, tak właśnie się wydawało.

Upływały sekundy, i Vanja, i obca istota pozostawały nieruchome.

Cóż to, u licha, może być za stwór? myślała dziewczynka. Serce uderzało jej mocno, grożąc, że zaraz z wysiłku odmówi dalszej pracy. Bała się, to prawda, spotkanie z tak dziwnym obcym stworzeniem przeraziło ją, ale przede wszystkim wprawiło w niesłychane zdumienie.

Stworek przypominał raczej dziecko niż zwierzę. Rozmiarami zbliżony był do wiewiórki, palce kończyły się szponami, był nagi, miał kościste ostre członki, a w klatce piersiowej dało się policzyć wszystkie żebra. Twarz była wykrzywiana, ale nie odpychająca. Być może zwykły człowiek uznałby ją za straszną, ale nie Vanja. Patrzyły na nią wąskie, całkiem żółte oczy z pionowymi jak u kota źrenicami, a kiedy dziewczynka wreszcie się poruszyła, stworek otworzył usta, odsłaniając białe ostre kły. Spomiędzy nich wysunął się ruchliwy język, rozdwojony jak język żmii. Skóra stworka mieniła się dziwacznym zielonkawym odcieniem, wystające kości policzkowe ostro rysowały się na jego twarzy. Istota była całkiem bezwłosa, ale na głowie sterczała para dużych, ostrych uszu. Z półki zwieszał się najśliczniejszy ogon, jaki można sobie wyobrazić, długi, z koniuszkiem uformowanym jak grot strzały.

Vanja przyglądała się dziwacznemu stworkowi i po chwili przyzwyczaiła się do jego widoku. Rozluźniła się i szepnęła:

– Cóż z ciebie za czarująca istotka!

Uśmiechnęła się ciepło. Vanja była niezwykle dobrym dzieckiem.

Stworek znów odsłonił zęby, ale najwidoczniej i on się odprężył. Może ten grymas miał być uśmiechem? W takim razie to najbardziej złośliwy z uśmiechów.

Vanja usiadła na łóżku, odwróciła się w stronę szafki.

– Ale dlaczego nie zejdziesz na dół? Zobacz, możesz przecież spać w łóżeczku dla lalek. To chyba ciebie widziałam już dawno temu, naprawdę urosłeś od tego czasu! Poduszeczka jest już dla ciebie za mała, chodź, pościelę ci!



7 из 190