
Właściwie fakt, że mogli być obserwowani przez osobę, która żadną miarą nie powinna być świadkiem ich miłosnych uciech, jeszcze bardziej ją podniecał.
Chłop jęknął zduszonym głosem, niezadowolony z niewygodnej pozycji.
Nazywanie mieszkańców Knapahult chłopami nie było właściwe. Bardziej prawidłowe byłoby określenie „gospodarze” albo raczej „drobni właściciele ziemscy”. Knapahult należało do dworu Bergqvara, wielkiego majątku, własności rodu Posse. Ale zagroda dzięki szczególnym okolicznościom, które nie mają związku z tą historią, została wyzwolona ze swej zależności i stała się samodzielnym gospodarstwem. Knapahult cieszyło się większym poważaniem niż zwykłe zagrody komomików.
Dlatego właśnie Karl postawił sobie za punkt honoru utrzymanie pewnego poziomu w swym małym gospodarstwie. Małżonkowie do pomocy mieli tylko jedyną córkę, a w krytycznych momentach, kiedy sami nie mogli podołać pracy, wzywali starego parobka. To musiało wystarczyć, by obrobić niewielki spłachetek ziemi, będący własnością Karla.
Ach, jakże się teraz pocił! Ebbie wszystko wydawało się lepkie i śliskie, pochyliła się do przodu, opierając łokcie na parapecie. Gunilla nadal patrzyła gdzieś w dal nic nie widzącym wzrokiem. Na szczęście, bo zamglone oczy Ebby, półotwarte w jęku usta i ekstatyczne grymasy ściągające twarz mogły wzbudzić zdziwienie dziewczyny. Karl napierał, z trudem chwytając oddech, wyślizgnął się z niej, mamrocząc coś niewyraźnie, znów trafił na miejsce, choć nogi uginały się pod nim.
– Karlu! Będę krzyczeć! – ostrzegawczo szepnęła Ebba.
– Nie, powstrzymaj się! Kobieta nie powinna… nic odczuwać… dobrze wiesz o tym. To… to bluźnierstwo wobec Boga! Ach, ach! Ty rozpustnico z Sodomy!
Sapiąc potoczył się na nią, oboje osunęli się na podłogę i Ebba, uczepiona dłońmi parapetu, nie rozważała już dłużej, co jest bluźnierstwem, a co nie, i dała się ponieść fali. Karl legł na rozedrganej kobiecie, pracując ciężko, aż wreszcie oboje, nasyceni, upadli na bok.
