
Ojciec twierdził, że ona myśli o chłopcach. Mój ty świecie, jakże by to było możliwe? W kim mogła wybierać?
Erland z Backa? Ten… ten szczeniak! Jego powłóczyste spojrzenia dręczyły ją tylko, bo Gunilla jeszcze się do nich nie przyzwyczaiła, nie dojrzała. Pod wieloma względami nadal była dzieckiem. Z wielkim trudem godziła się z faktem, że piersi zaczęły jej nagle rosnąć z zatrważającą szybkością.
Ciągle przecież chciała baraszkować jak dziecko z psiakami. Nie miała też ochoty zaprzestać ulubionej zabawy, polegającej na zamienianiu świerkowych szyszek w krowy za pomocą patyczków, udających nogi. Dłonie Erlanda, które nieśmiało próbowały jej dotknąć, obudziły w niej gniew. Nie mogła pojąć, skąd się wzięło to uczucie, uciekła więc głęboko w las, do swego sekretnego miejsca na skale. Zwykle tam siadywała pochłonięta marzeniami o Bohaterskich czynach, jakich miała dokonać, by zasłużyć na pochwałę wszystkich mieszkańców wioski. Dalej niż za wioskę nie sięgały jej horyzonty.
Cóż miała począć z Erlandem z Backa, tym dziecinnym niezgułą? Jego umizgi nieprzyjemnie ją wzburzały.
Nigdy, przenigdy nie wyjdzie za mąż. To paskudne!
Nie, marzyła o czymś zupełnie innym. O przyjacielu, bardziej ojcu niż kochanku. O pisarzu na dworze Bergqvara. On był dla niej taki dobry i życzliwy! Gunilla czuła że do niego mogłaby się zwrócić, na pewno by ją zrozumiał. Pragnęła usiąść mu na kolanach i wsłuchiwać się w głęboki, ciepły głos. Opowiedzieć mu o swoich pomieszanych myślach, a zwłaszcza o tym, co sprawiało jej radość. On z pewnością nie próbowałby jej dotykać ani mówić takich niemądrych rzeczy jak Erland.
Wszyscy wiedzieli, że Erland jest wioskowym głupkiem.
